smartfonywtf

Polski pianista przerwał koncert ponieważ widownia go okradała. Za pomocą jednego smartphone’a

Do szacownego grona artystów poszkodowanych przez nowe technologie (w loży honorowej zasiadają już Kazik oraz Zbigniew Hołdys) dołączył wczoraj polski pianista Krystian Zimerman, który przerwał koncert ponieważ w jego trakcie okradano go za pomocą smartphone’ów.

A właściwie jednego, wycelowanego bezwstydnie w scenę. Zimerman występował wczoraj w Essen w ramach festiwalu Klavierfestival Ruhr, na którym prezentował utwory Karola Szymanowskiego. Po tym jak zauważył, że jeden z widzów nagrywa koncert przy pomocy smartphone’a, Zimerman zwrócił mu najpierw uwagę, po czym przestał grać i zszedł ze sceny. Za depeszami prasowymi:

„- Czy mógłby Pan przestać? – zapytał Zimerman osobę filmującą z galerii za pomocą smartfonu jego występ. Pianista grał jeszcze przez chwilę, nie mogąc się jednak skoncentrować, przerwał koncert i wyraźnie zdenerwowany zszedł ze sceny – podała agencja dpa.”

Zgoda, nagrywanie w kinie, teatrze czy podczas koncertu nie jest ani uprzejme, ani mile widziane. Ale bez przesady, jakość takiego nagrania jest, delikatnie mówiąc, nie najlepsza i nadaje się ono co najwyżej do pokazania kilku znajomym. Mówiąc im przy okazji, że dana osoba świetnie gra. Ale nie o jakość nagrania chodziło artyście:

„Zimerman wrócił po kilku minutach, tłumacząc swoją reakcję tym, że stracił w przeszłości wiele kontraktów, ponieważ producenci mówili mu, że muzyka, którą proponuje, jest już dostępna na YouTubie. – YouTube ogromnie niszczy muzykę – powiedział pianista.”

No tak, na pewno niszczy. Muzykę i artystów. Zwłaszcza tych, którzy wiedzą, że to narzędzie można wykorzystać do własnej promocji i całkiem nieźle dzięki niemu zarobić. A na zakończenie wisienka:

„- To była kradzież – powiedział dyrektor festiwalu Franz Xaver Ohnesorg o nielegalnym filmowaniu. Dodał, że takie postępowanie musiało wstrząsnąć wrażliwym artystą.”

A ponieważ Zimerman poczuł się okradziony przez bezczelnego Niemca (narodowości złodzieja co prawda nie podano, ale powszechnie wiadomo, że to właśnie Niemcy uwielbiają rabować polską kulturę), nie pojawił się już by zagrać bisy. Nie zaszczycił także swoją obecnością uczestników bankietu, który odbył się po koncercie.

Cóż, operujący smartphonem fan Zimermana prawdopodobnie chciał pochwalić się przed znajomymi tym, że był na koncercie, który mu się podobał. Teraz ma do opowiedzenia całkiem inną historię.

Zdjęcie: Flickr/Alan Cleaver


podobne treści