news

Podważył pięć mandatów, analizując zdjęcia z fotoradarów

Will Foreman zebrał pokaźną kolekcję mandatów, ale zamiast płacić,
postanowił zawalczyć. Na jego szczęście policja w hrabstwie Prince
George (Maryland) robi dwa zdjęcia każdego pojazdu przekraczającego
prędkość i używa ich jako dowodu w sprawie. Fotografie dzieli niewielki odstęp czasowy.

Mężczyzna skopiował zdjęcia i poddał je analizie. Parę fotek dzieli 0,363 sekundy, ale obie są robione z tego samego punktu. Zatem porównanie pozycji samochodu na obu zdjęciach może służyć jako dowód odległości przebytej w czasie dzielącym fotki, a tym samym – informacja o prędkości. W przypadku pięciu mandatów okazało się, że ze zdjęć wynika, że samochód nie mógł jechać tak szybko, jak twierdzi policja.

Producent fotoradarów, firma Optotraffic, broniła przed sądem swoich produktów. Twierdziła, że drugie zdjęcie w serii jest robione po to, by lepiej zidentyfikować auto namierzone wcześniej. Kierowca ma szansę zwolnić, gdy dostrzeże pierwszy błysk radaru. Foreman skutecznie się przed tym zarzutem obronił, mówiąc, że gdyby specjalnie zwolnił, na drugim zdjęciu widoczne byłyby włączone światła hamowania – a tak nie było. Sąd przyznał mu rację.

Foreman, który jest właścicielem firmy Eastover Auto Supply, ma z
mandatami niemały problem i ciągle powinien zapłacić 40. Większość
przypadków przekraczania prędkości dotyczy jego pracowników,
poruszających się służbowymi ciężarówkami.. [Washington Times, zdjęcie: Rod Lamkey Jr./Washington Times]

podobne treści