grynews

Pewien Chińczyk wydał równowartość 50 tysięcy złotych na miecz w nieistniejącej grze komputerowej

Widzicie tego pana na zdjęciu? Trzyma on w ręku zdjęcie broni, która nie istnieje w prawdziwym świecie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest on jej jedynym posiadaczem i to w grze, która jeszcze nie wystartowała. Za wirtualny miecz zapłacił 16 tysięcy dolarów.

Jedyny egzemplarz legendarnej już wirtualnej broni białej został kupiony na aukcji, której osiągi zapewniły grze Age of Wulin zawczasu odpowiednią reklamę. Jej akcja rozgrywa się w antycznych Chinach i umożliwia graczom wcielanie się w bohaterów niemal żywcem wyjętych z filmu „Przyczajony tygrys, ukryty smok”.

Wyceniony przez gracza na równowartość kilkunastu polskich średnich krajowych miecz nie był jedynym przedmiotem sprzedanym na aukcji. Oprócz niego, właścicieli znalazły unikatowe: Hook of Departure sprzedany za 1600 dolarów oraz Lordly Spear Sheath za 2500 dolarów.

Wszystkie te sumy wydają się jednak śmieszne w porównaniu z wydanym niemal jednym milionem złotych na „Club Neverdie” Jona Jacobsa. Kompleksu składający się z wirtualnych: centrum handlowego, stadionu, klub i kilku szklarni rzecz jasna również nie znajdziecie nigdzie na Ziemi, lecz na dyskach twardych twórców gry „Entropia Universe”.

Age od Wulin stanie się dostępny dla graczy z Chin niebawem, lecz my będziemy musieli poczekać na anglojęzyczną wersję gry do wiosny 2012 roku. Cena gry wynosi 70 dolarów. [Age of Wulin, Daily Mail]

podobne treści

  • panodwfu

    Głupich nie sieją…

  • obserwator

    Niech sobie wstawi ekrany zamiast oczu.

  • arturm

    niezla reklama dla gry

  • stefek

    Frajer