internet

Pavel Durov twierdzi, że stracił swoje udziały w VKontakte na skutek odmowy współpracy z FSB

Kiedy w styczniu tego roku Pavel Durov sprzedawał swoje udziały w VKontakte, na profilu w założonym przez siebie portalu społecznościowym pisał o tym, jak bardzo cieszy się z tego, że pozbył się własności, która go ograniczała, oraz z tego, że jego udziały przejmie jego „przyjaciel” Iwan Tavrin. Od tamtej pory minęły prawie trzy miesiące i okazuje się, że kulisy przejęcia rosyjskiej sieci społecznościowej nie były aż tak przyjacielskie, jak głosiły oficjalne komunikaty.

Co akurat nie jest dużym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że założone przez dwudziestodziewięcioletniego dziś Durova VKontakte, stało się narzędziem komunikacji około 250 milionów ludzi, głównie w krajach rosyjskojęzycznych. Nie dziwi więc, że siecią społecznościową zainteresował się Kreml. I to skutecznie, ponieważ po tym, jak w styczniu Durov pozbył się swoich 12 procent akcji, VKontakte należy w 48 procentach do funduszu United Capital Partners, którego szef, Ilya Sherbovich, wywodzi się wprost z rady nadzorczej Rosneftu, w 40 procentach do oligarchy Uliszera Usmanova, a w 12 procentach do Iwana Tavrina, prezesa spółki Megafon kontrolowanej przez Usmanova. A ten ostatni jest bardzo dobrym znajomym Władimira Putina.

Wczoraj Durov, który na początku kwietnia zrezygnował ze stanowiska CEO VKontakte, po to tylko by wrócić kilka dni później i jednak powalczyć trochę o założoną przez siebie firmę, postanowił podzielić się kilkoma ciekawymi informacjami dotyczącymi przejęcia.

Według niego powodem, dla którego musiał pozbyć się swoich udziałów jest Ukraina. A konkretnie jego odmowa współpracy z FSB, które 13 grudnia ubiegłego roku zażądało, by VKontakte udostępniło dane osobowe aktywistów Euromaidanu. Prezes Durov odmówił, twierdząc, że obywatele Ukrainy nie są objęci rosyjską jurysdykcją.

„Wydanie danych osobowych Ukraińców władzom Rosji byłoby nie tylko niezgodne z prawem, ale byłoby też zdradą zaufania milionów mieszkańców Ukrainy,” pisze Durov. „W rezultacie [odmowy] musiałem poświęcić bardzo dużo. Przede wszystkim swoje udziały w VKontakte (…). Nie żałuję niczego, obrona danych osobowych jest warta dużo więcej. W grudniu 2013 roku zyskałem coś bardzo ważnego – czyste sumienie i ideały, których jestem gotów bronić.”

Ciekawe tylko, jak długo jeszcze Durov będzie mógł bronić ich z pozycji prezesa VKontakte, sieci społecznościowej należącej w całości do ludzi Kremla?

Zdjęcia: VKontakte/P. Durov


podobne treści