bizneswtf

Orlen Pay i co z tego wynika

Tuż przed tegoroczną „akcją znicz” Orlen wprowadził nową usługę do aplikacji Orlen Mobile. To Orlen Pay, czyli możliwość zapłaty za zatankowane paliwo, bez konieczności podchodzenia do kasy. Niby wygodnie, dlaczego więc sprawa boli?

Wdrożenie usługi Orlen Pay przeciągnęło się względem pierwotnych planów, ale w końcu jest. Dzięki niej nie będziemy musieli tracić czasu na stanie w kolejkach, a za zatankowane paliwo zapłacimy wygodnie telefonem za pomocą usługi Przelewy24. Jak to dokładnie działa?

Po zainstalowaniu Orlen Mobile, użytkownik musi stworzyć własne konto, do którego przypisywana jest karta płatnicza Mastercard i VISA. Konto zawiera dane, na które wystawiana będzie faktura, co jest szczególnie istotne w przypadku klientów firmowych. Następnym krokiem jest znalezienie stacji, na której można zapłacić w ten sposób – na razie nie wszystkie stacje Orlenu figurują w systemie, rozpoznać je można dzięki kodom QR umieszczonym przy dystrybutorach. Po zeskanowaniu kodu możemy zatankować, a za paliwo zapłacić mobilnie.

I niby pięknie. Niestety w całej tej historii tkwi łyżka, a właściwie całą baczka dziegciu. Dlaczego? Ponieważ już kiedyś mogliśmy płacić w ten sposób za paliwo na stacjach Orlenu. Dzięki usłudze JustDrive.

JustDrive oferowała praktycznie taką samą funkcjonalność jak Orlen Pay. Jedyna różnica polegała na tym, że startup kupował hurtowo od koncernu paliwo ze zniżką, po czym odsprzedawał je klientom aplikacji. Co istotne, JustDrive, choć stosowne umowy podpisane miało z Orlenem, nie były one na wyłączność, więc z czasem firma mogła zaoferować ten model płatności również na innych stacjach paliw.

Pomysł był bardzo dobry i mógł zaowocować powstaniem naprawdę innowacyjnego polskiego produktu z potencjałem na światowy rozwój. I nawet wydawać by się mogło, że właśnie tego mogą sobie życzyć przedstawiciele rządu, którzy obecni byli 1 lutego tego roku, wraz z dyrektorami Orlenu, na konferencji, na której oficjalnie zapowiedziano start aplikacji JustDrive.

Problem w tym, że w tym gronie, w najlepszym wypadku, wszyscy uważali ją za ciekawostkę, która co najwyżej pozwoli im nabić sobie punkty za „innowacyjność”, a nie za produkt z prawdziwym potencjałem. Który ujawni się dopiero jeśli osiągnięta zostanie pewna skala.

Ten potencjał zaczął jednak ujawniać się bardzo szybko, bo już kilkudziesięciu godzinach działania, 2 lutego tego roku, Orlen odciął JustDrive od własnych systemów informatycznych. Po tym nastąpiło zerwanie podpisanej na trzy lata umowy z JustDrive przez państwowego giganta. Koncern paliwowy powoływał się przy tym na jakieś mgliste „łamanie przez drugą stronę warunków umowy”, ale nie podał które konkretnie zapisy są jego zdaniem przez JustDrive łamane. Po czym w maju zapowiedział prace nad Orlen Pay, które zadebiutowało pod koniec października.

Tymczasem JustDrive jest już właściwie skończone. Przynajmniej w takiej formule. Pomysł zaczął być kopiowany zanim aplikacja osiągnęła prawdziwy efekt skali, a ponieważ nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, szanse na to, że firma ponownie trafi na „ten” moment, są minimalne. Obecnie trwają prace nad wymyśleniem nowego modelu biznesowego, ale cóż… Jest to już musztarda po obiedzie, a firmie pozostaje odwoływać się „choćby do Strasburga”.

Orlen twierdzi, że pracował nad takim modelem płatności od 2016 roku. Możliwe. Tylko w takim razie, po co w ogóle wchodził we współpracę z ITmagination, firmą, która stworzyła usługę JustDrive? Bez dostępu do poufnych dokumentów finansowych cała sprawa wygląda jednak bardzo szemranie dla Orlenu. Bo jak inaczej odbierać taką sekwencję wydarzeń – mała firma przychodzi do państwowego giganta z rozwiązaniem, z którego po miesiącach testów i wspólnego wdrażania państwowy gigant wycofuje się po niecałych dwóch dniach jego działania, by po kilku miesiącach wdrożyć własny klon tego rozwiązania?

Tak nie powinna wyglądać współpraca pomiędzy startupami, a państwowymi firmami. Tak nie wygląda wspieranie innowacyjności ani nie jest to pomysł na zatrzymanie ambitnych i wysoko wykwalifikowanych ludzi w kraju. To jest najlepszy przykład na to, że w Polsce lepiej nie zbliżać się ze swoimi dobrymi pomysłami do państwowej instytucji.

Zdjęcie: Orlen

podobne treści