biznes

Odszedł Jack Tramiel, człowiek-legenda

 

Mało mieliśmy ludzi urodzonych w naszym kraju, którzy kiedykolwiek mieli taki wpływ na branżę komputerową jak zmarły w niedzielę Jack Tramiel.  A w zasadzie to żadnego. W tym roku skończyłby 84 lata.

Tramiel urodził się w grudniu 1928 roku w Łodzi w rodzinie żydowskiej. Co do jego prawdziwego nazwiska, do dziś nikt nie potrafi dojść, jak naprawdę ono brzmiało. Niektórzy twierdzą, że było to Idek Tramielski, inni – Jacek Trzmiel, a jeszcze inni, że tak naprawdę nazywał się on Idek Trzmiel. Jedno jest za to pewne: wojna nie obeszła się z nim łaskawie. Jako dziecko przeżył nie tylko pobyt w łódzkim getcie, ale i w najstraszniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek zbudował człowiek – w obozie koncentracyjnym w Auschwitz.

Po zakończeniu wojny, w roku 1947, młody chłopak z Polski wyemigrował do USA, gdzie zmienił nazwisko na Jack Tramiel. Rok później zaciągnął się do armii, gdzie wyspecjalizował się w naprawie sprzęty biurowego, głównie maszyn do pisania. Kiedy już zdjął mundur, jeździł taksówką, a w międzyczasie, dzięki pożyczce od US Army mającej wspierać rozwój przedsiębiorczości wśród byłych żołnierzy, kupił sklep na Bronksie i założył w nim firmę Commodore Portable Typewriter. Jak nazwa wskazuje – wciąż zajmowała się ona maszynami do pisania. Commodore z czasem nieźle się rozrosło, między innymi dzięki kontraktom w komunistycznej Czechosłowacji i w 1962 roku weszło na giełdę. Niedługo później firmie zaczęły zagrażać tanie maszyny do pisania z Japonii, więc Tramiel postanowił przerzucić się na produkcję kalkulatorów. Tu też szło mu całkiem nieźle, dopóki nie pojawiła się tania japońska konkurencja.

I w tym momencie Tramiel podjął najważniejszą decyzję swojego życia – wejścia na rynek komputerów. Przez chwilę rozważał nawet kupno małej firmy z Kalifornii, jednak jej szef zażądał zbyt wysokiej, zdaniem Tramiela, ceny za nią. Firma nazywała się Apple, a pewny siebie szef – Steve Jobs. Do tej transakcji wprawdzie nie doszło, ale Commodore i tak radziło sobie na rynku całkiem nieźle. A od roku 1982 nawet lepiej niż nieźle. W zasadzie to genialnie. Ten rok to bowiem data wypuszczenia jednego z największych elektronicznych przebojów wszech czasów – komputera Commodore 64. Nie wiadomo, ile egzemplarzy tego sprzętu sprzedało się po dziś dzień, ale wiadomo, że liczba ta oscyluje około 20 milionów. C64 stało się maszyną kultową, na której wychowały się całe pokolenia programistów komputerowych i zwykłych entuzjastów komputerowych. Szacuje się, że ten najpopularniejszy domowy komputer w historii przyniósł Tramielowi miliard dolarów czystego zysku.

Idylla nie trwała jednak długo. Już w roku 1984 Tramiel odszedł z Commodore, a kulisy tego wydarzenia do dziś nie są do końca jasne. Podobno Jack rządził firmą żelazną ręką, co nie podobało się jej udziałowcom, którzy postanowili się go pozbyć. Jeszcze inna wersja mówi o tym, że sam Tramiel nie mógł znieść ich niekompetencji, której rezultatem było zaprzepaszczanie rynkowej dominacji. Faktem jednak pozostaje, że jego drogi z Commodore ostatecznie się rozeszły. I co zrobił Tramiel?

Wykupił wydział komputerów rywala swojej dawnej firmy, upadającego Atari, które nie było w stanie wytrzymać wyścigu z C64. Od razu po tym przejściu akcje Atari poszły w górę, a Commodore spadły. Nie tylko dlatego, że inwestorzy niemal ślepo zawierzali Tramielowi (choć tak też było), ale również dlatego, że za nim przeszło również wielu inżynierów, którzy wcześniej pracowali nad ”sześćdziesiątką-czwórką”. Ostatecznym ciosem, który miał wykończyć dawną firmę Tramiela, miało być Atari ST, nazywane również często ”Jackintoshem”. Udało się to o tyle, że model ten był jednym z największych sukcesów spółki. Żeby nie przegrać tego wyścigu Commodore kupiło z kolei Amigę.

Zawziętość Tramiela była jednak na tyle duża, że Commodore i Atari, już ze zmienioną na Atari Corp. nazwą, wdały się w większy wyścig zbrojeniowy niż USA i ZSRR podczas zimnej wojny. Towarzyszyła temu wojna cenowa, która na początku lat 90. zamordowała obie firmy. Commodore wyzionęło ducha w roku 1994, Atari dwa lata później, wciąż znajdując się pod kierownictwem Tramiela.

Wprawdzie marka, którą stworzył i ta druga, którą wywindował są już dzisiaj pokryte szlachetną patyną, ale niewątpliwie był postacią, która zrobiła tyle dla branży gier wideo, ile niewiele osób przed nim i po nim. A także był naszym rodakiem


podobne treści