wtf

O tym jak pewna amerykańska agencja rządowa wojowała z własnym sprzętem

Podczas gdy amerykańskie wojsko coraz intensywniej przygotowuje się do działań w cyberprzestrzeni a NSA przechwytuje komunikację zwykłych użytkowników Internetu, inne amerykańskie agencje rządowe też nie zasypują gruszek w popiele i stawiają na bezpieczeństwo. Tak jak Economic Development Administration, która wydała 2,75 miliona dolarów na niszczenie własnego sprzętu. W ramach zabezpieczeń oczywiście.

Podobno na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy komputery biurowe były jeszcze nowością, wiele osób bało się z nich korzystać w obawie przed zarażeniem się wirusem komputerowym. Najwyraźniej kierownictwo Economic Development Administration, agencji podlegającej amerykańskiemu Departamentowi Handlu, również uważa, że wirusy komputerowe przenoszą się drogą kropelkową, ponieważ na ołtarzu walki z nimi poświeciło całkiem sporą część własnego wyposażenia. Włącznie z telewizorami, kamerami czy monitorami. Nawet myszki i klawiatury nie przetrwały zderzenia z „bezpieczeństwem”.

Takie środki ostrożności sugerowałyby, że EDA padła ofiarą niezwykle niebezpiecznego wirusa. Niestety nie jest to prawda. W grudniu 2011 roku agencja została poinformowana przez amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego, że w sieci teleinformatycznej agencji wykryto złośliwe oprogramowanie. Nie była to jednak Irańska odpowiedź na Stuxnet, tylko zwykłe zagrożenie, z którym liczyć się musi każdy użytkownik komputera podłączonego do Internetu – nie powinno się go bagatelizować, ale nie jest to w sumie żadna tragedia – wystarczy odizolować zarażone elementy, usunąć malware, podłączyć ponownie sprzęt i gotowe.

Czynność, która nie przekracza możliwości zwykłego użytkownika, przerosła jednak kierownictwo EDA. Podczas gdy inna agencja rządowa, która otrzymała informacje o tym samym zagrożeniu, skanowała po kolei wszystkie swoje komputery (zajęło im to miesiąc), w EDA rozpoczęły się przygotowania do eksterminacji elektroniki na masową skalę.

Przede wszystkim kierownictwo postanowiło zatrudnić zewnętrzną firmę, która miała zbadać sprawę niezwykle groźnej infekcji (823 tysiące dolarów). Następnie wynajęto infrastrukturę, która miała służyć EDA w czasie gdy zewnętrzni „specjaliści” będą pracować nad rozwiązaniem problemu (1,06 miliona dolarów). Kiedy problem został już zidentyfikowany, zniszczono całą elektronikę podejrzewaną o to, że jest zarażona (175 tysięcy dolarów) i wynajęto firmę zewnętrzną (688 tysięcy dolarów) do opracowania długoterminowego rozwiązania problemu. Razem, bagatela, niecałe 2,75 miliona dolarów.

Apokalipsa trwałaby nadal, gdyby nie to, że 1 sierpnia 2012 roku skończyły im się fundusze, które agencja mogła przeznaczyć na obsługę IT.

Na tym jeszcze nie koniec – po otrzymaniu kolejnych funduszy agencja planowała kontynuować niszczenie własnego sprzętu. Na szczęście w rezultacie audytu przerwano to szaleństwo i zarekomendowano by na przyszłość agencja dysponowała swoimi środkami dużo bardziej „efektywnie”.

Miejmy nadzieję, że geniusz odpowiedzialny za to marnotrawstwo zostanie karnie przeniesiony do NSA. W końcu wiadomo byłoby na co wydawany jest budżet tej agencji, a i problem podsłuchiwania zwykłych użytkowników Internetu przez NSA rozwiązałby się sam. Choć na to chyba nie można liczyć.

Zdjęcie: Flickr/luxuryluke


podobne treści