internetWiadomość główna

NSA szukało haków na „radykałów” na stronach porno

Jeśli ktoś potrzebował jeszcze dowodów na to, że możliwości techniczne agencji rządowych mogą być, i są, wykorzystywane przeciwko obywatelom, The Huffington Post właśnie ich dostarczyło. Okazuje się, że NSA zbierało dane na temat tego kto, jakie ogląda filmy porno, by później wykorzystać te informacje do podważenia reputacji inwigilowanych osób w świecie realnym.

Jak donosi portal, opierając się oczywiście na dokumentach wyniesionych z NSA przez Edwarda Snowdena, agencja ta zbierała dane na temat tego, jakie strony pornograficzne odwiedzają konkretne cele, w ramach planu zmierzającego do zaszkodzenia pozycji i reputacji co najmniej sześciu konkretnych osób. Wszystkie one było „zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA” ponieważ, zdaniem agencji, „radykalizowały” inne osoby poprzez swoje „płomienne przemówienia”. Dodajmy jeszcze, że wszystkie te osoby były muzułmanami, a w tajnym dokumencie NSA, na który powołuje się The Huffington Post, określane były jako „przykłady” tego, w jaki sposób za pomocą elektronicznej inwigilacji można odkryć „słabe punkty” danej osoby i wykorzystać je, by podważyć jej wiarygodność, reputację i autorytet.

Ale czym dokładnie osoby te zasłużyły sobie na aż taką uwagę NSA? Przede wszystkim „radykałowie” wykorzystywali media społecznościowe takie jak YouTube czy Facebook, do szerzenia kontrowersyjnych, według agencji, idei. Pojęcie dość płynne, i jak się okazuje, pojemne. Okazuje się, że mieści się w nim między innymi szerzenie takich radykalnych idei jak na przykład to, że „zabijanie niemuzułmańskich okupantów jest usprawiedliwione”, „USA same sprowadziły na siebie ataki z 11 września”, „ataki z 11 września zostały tak naprawdę przeprowadzone przez USA” czy głoszenie „nietolerancyjnych haseł wobec Szyitów”.

Wśród odkrytych przez agencję „słabych punktów” znalazło się między innymi „oglądanie materiałów pornograficznych online” czy „posługiwanie się językiem przepełnionym erotyką w stosunku do niedoświadczonych, młodych dziewcząt”.

Przedstawiciele amerykańskiego Office of National Intelligence oczywiście bronią działań NSA twierdząc, że „nie powinno być zaskoczeniem, że rząd USA wykorzystuje wszystkie dostępne mu legalne narzędzia do tego by utrudnić działania ważnym terrorystom”. Według nich „bombardowanie [ich zwolenników] za pomocą prawdy” jest dużo bardziej humanitarne niż zrzucanie bomb.

Trudno nie zgodzić się z takim stwierdzeniem, choć przedstawiciele amerykańskiej administracji celowo obracają kota ogonem – tak, obłuda nie jest mile widziana, zwłaszcza wśród zwolenników osób, które publicznie demonstracyjnie obnoszą się ze swoją religijnością (jakąkolwiek). Jednak to NSA prowadziło program szukania haków na ludzi, których uznała za swoich przeciwników. I wykorzystała do tego wszystkie techniczne możliwości leżące w jej gestii.

Dziś znani muzułmanie głoszący publicznie, że „USA same sprowadziły na siebie ataki z 11 września”. Na kogo haków będą szukać jutro?

Źródło: The Huffington Post; Flickr/julienpons


podobne treści