internetwynalazki

NSA i Predatory czyli wojna, której nie ma

Amerykanie twierdzą, że inwigilacja prowadzona przez NSA jest konieczna do walki z terrorystami. Choć zakrojone na szeroką skalę pasywne zbieranie prywatnych danych dotyka przy okazji nas, dla ludzi uznanych za terrorystów kończy się ono dużo gorzej niż dla zwykłych użytkowników Internetu – USA wysyłają za nimi Predatory.

Choć NSA jest agencją cywilną, jej szef jest jednocześnie szefem US Cyber Command, jednostki, która odpowiedzialna jest za wszystkie amerykańskie działania zbrojne w cyberprzestrzeni. Nie powinno więc dziwić, że dane zbierane przez agencję wykorzystywane są przez wojsko. O szczegółach współpracy NSA, CIA i wojska w zakresie fizycznej eliminacji terrorystów opowiedział Glennowi Greenwaldowi były operator amerykańskich bezzałogowców.

Operator, który chciał pozostać anonimowy, służył pod rozkazami Joint Special Operations Command. Według niego dane zdobywane przez NSA bardzo często przydają się do namierzania terrorystów. Problem w tym, że jednocześnie przyczyniają się do tego, że giną niewinni ludzie.

Czynnik ludzki

W jaki sposób dokładne dane na temat lokalizacji i kontaktów zdobywane przez NSA mogą przyczynić się do śmierci niewinnych osób? Wszystko wynika z samej natury tego, czym zajmuje się NSA. Jak określił to kontakt Greenwalda, „nie poszukujemy ludzi, szukamy ich telefonów”.

Terroryści doskonale zdają sobie z tego sprawę i bardzo często zmieniają telefony i karty SIM. Jeden z celów miał podobno aż szesnaście razy zmieniać kartę SIM by uniknąć długiego ramienia NSA. Można przypuszczać, że skoro wspomina o tym operator JSOP, wymiana kart SIM na nic się nie zdała.

Zużyte karty SIM, tak jak i nieużywane telefony, przekazywane są znajomym i rodzinie czy sprzedawane okazyjnie. Zanim jednak NSA zorientuje się, że śledzi urządzenie, z którego nie korzysta już terrorysta, może minąć trochę czasu. Czasu, w którym ktoś może podjąć decyzję o wysłaniu Predatora czy oddziału szturmowego.

„Jeśli gdzieś spada bomba, lub wysyłany jest tam oddział szturmowy, wiadomo, że jest tam telefon,” mówi anonimowy rozmówca Greenwalda. „Ale nie wiemy kto go trzyma. Oczywiście zakłada się, że telefon należy do człowieka, który został uznany za terrorystę, ale sprawa może być bardzo mętna (…). Nie poszukujemy ludzi, szukamy ich telefonów w nadziei, że osoba po drugiej stronie pocisku jest tym złym.”

A nie zawsze sprawa jest tak prosta, jakby tego życzyło sobie dowództwo. Zwłaszcza w Pakistanie, Somalii i Jemenie. Wykorzystywany przez NSA do geolokalizacji celów system GILGAMESH, który montowany jest pod Predatorami, wykrywa tylko urządzenia:

„Nie mamy ludzi na ziemi, nie mamy tam takich samych sił. Nie mamy informatorów ani takich źródeł informacji jak w miejscach, w których jesteśmy od dawna, tak jak na przykład w Afganistanie. Powiedziałbym nawet, że pomyłki zdarzają się zwłaszcza w miejscach takich jak Jemen, Somalia, ale przede wszystkim w Pakistanie.”

Signals intelligence w praktyce

Inny system opracowany przez NSA wykorzystywany jest przez CIA. Drony CIA wyposażone w zasobniki systemu SHENANIGANS mogą robić mniej więcej to, o co oskarżane było Google w aferze związanej z samochodami Google Street View. Tylko że CIA nie zbiera tylko danych z niezabezpieczonych sieci Wi-Fi na danym obszarze; jeśli wierzyć dokumentom, agencja zbiera w ten sposób dane z każdego dostępnego urządzenia w zasięgu. A zasięg takiego zasobnika pozwala na prowadzenie działań z wysokości prawie sześciu kilometrów.

Przykładem tego typu współpracy pomiędzy NSA a CIA była misja VICTORYDANCE, która prowadzona była w roku 2012 przez sześć miesięcy nad Jemenem.

„Wiele się nauczyliśmy dzięki misji VICTORYDANCE. To było naprawdę wspólne dziecko NSA i CIA. Loty i cele były koordynowane przez obie agencje, misja trwała 6 miesięcy podczas których wykonano 43 loty. Dzięki naszej misji udało się poznać układ Wi-Fi chyba w każdym mieście w Jemenie.”

Ludzie, którzy są odpowiedzialni za wykorzystanie w praktyce danych zdobytych przez NSA, wiedzą doskonale, że wysyłanie rakiet w kierunku urządzeń może przyczynić się do śmierci osób postronnych. Ale, jak pokazują statystyki, nie robi to na nich większego wrażenia.

Zdjęcie: The Bureau of Investigative Journalism


podobne treści