newsWiadomość główna

Nowojorska straż pożarna apeluje, by nie wzywać pomocy przez Twittera

Współczesna technologia umożliwia niesamowite rzeczy. Na przykład kilkadziesiąt minut po lądowaniu Curiosity mieliśmy już pierwsze zdjęcia z powierzchni Czerwonej Planety, uderzenie huraganu Sandy można było oglądać przez kamery internetowe zainstalowane w nowojorskim porcie a Google informowało o brakach prądu. Ale technologia zwodzi też czasem ludzi na manowce.

To ostatnie ujawniło się również z okazji huraganu, który, choć najgorsze już minęło, zdążył już odciąć od świata wszystkie amerykańskie serwisy Gawkera, Buzzfeed i sporą część YouTube’a. Huragan jest na pewno sytuacją nadzwyczajną a, jak wiadomo, w warunkach nadzwyczajnych najlepszym sposobem komunikacji jest Twitter. Okazuje się, że nie zawsze i nie wszędzie.

 

Nowojorska straż pożarna zaapelowała do mieszkańców miasta by przestali wzywać pomocy za pośrednictwem serwisu mikroblogowego. Nie dlatego, że straż zignoruje takie wezwanie ale dlatego, że do zgłaszania nagłych przypadków służy numer alarmowy. Straż pożarna nie chce, by ludzie polegali na Twitterze w tak ważnych sprawach jak zagrożenie życia:

„Nie chcemy żeby był traktowany jako alternatywa dla numerów 911/311, z których najlepiej korzystać.”

Oświadczenie FDNY można oczywiście uznać za kuriozum typowe dla USA, ale z drugiej strony pokazuje ono wyraźnie jak często ludzie wzywali pomocy przy za pośrednictwem tej platformy. Pokazuje też jak bardzo Twitter wpisał się w rzeczywistość. W końcu od dawna już nie jest używany tylko do pochwalenia się tym, co jadło się na śniadanie.

[Cnet]


podobne treści