biznesinternetportale społecznościowe

(Nie)spodziewany sukces Pinterest

 

Ten serwis z nikomu nieznanego, kolejnego start upu przekształcił się całkiem niedawno w prawdziwego sieciowego potwora. Już w grudniu poprzedniego roku miał 11 milionów unikalnych użytkowników, wtedy jego temat podchwyciły media i ruch jeszcze wzrósł. Co leży u podstaw tego sukcesu?

Przede wszystkim Pinterest, serwis, w którym możemy oznaczać wirtualnymi pinezkami i dzielić się ”ładnymi i pięknymi rzeczami” to też serwis dość ściśle sprofilowany. To znaczy skierowany do kobiet. I nie jest to seksistowskie stwierdzenie ani nic z tych rzeczy, taki jest po prostu fakt. Zdecydowana większość użytkowników, a w zasadzie użytkowniczek Pinterest to… No właśnie, przedstawicielki płci pięknej. To może zabrzmieć stereotypowo, ale dziwnym nie jest, jeśli przyjrzymy się temu, jak ten serwis tak naprawdę działa.

W istocie Pinterest nie polega bowiem na dzieleniu się, tak jak Facebook. On polega na zabawie w zaawansowane internetowe zbieractwo. Wbijając kolejne ”szpilki” tworzymy własną kolekcję tych wspomnianych już ”ładnych i pięknych rzeczy”, którą inni ludzie są w stanie oglądać, kiedy tylko zechcą. Mało tego, możemy nawet pokazać swój znakomity gust i wyrafinowany smak w kwestii sztuki, nawet nie kupując żadnego dzieła, ani nie mając zamiaru go kupić, tylko oznaczając w sieci co trzeba.

Co może zaskakiwać tych, którzy na Pinterest trafią po raz pierwszy, to fakt że wszystkie (i to autentycznie wszystkie) użytkowniczki zajmują się tam planowaniem swojego ślubu. Nawet jeśli mają jeszcze zaledwie kilkanaście lat i nie są w żadnym związku. Po pierwsze dlatego, że cóż, na tym właśnie polega ten serwis, na doradzaniu co jest ładne, będzie dobrze wyglądać oraz pasować do czegoś tam innego, nawet w bardzo odległej przyszłości. Po drugie są tam same kobiety, przez co łatwiej się użytkowniczkom otworzyć na ten temat niż na przykład na Facebooku lub na Twitterze. To jest ich społeczność. I tyle. Koniec, kropka.

Poza tym Pinterest jest ekstremalnie łatwy w obsłudze, a raczej w konsumpcji. Główny nacisk jest położony na zdjęcia, tekstu jest niewiele, łatwo się przebić przez duże połacie serwisu. Dodatkowo jest tam wyjątkowo mało komentarzy, co pozwala użytkownikom opuścić serwis na całe dni bez poczucia, że traci się coś ważnego i wrażenia, że kogoś zawodzimy nie odpisując mu (a raczej jej) przez dłuższy czas. I jeszcze należy dodać ten sławetny ”instynkt łowiecki”, który – i ponownie nie chcę, żeby to zabrzmiało seksistowsko – ale kobiety mają rozwinięty znacznie bardziej. Dla nich upolowanie czegoś w niższej cenie, czy po prostu czegoś, czego nie można znaleźć nigdzie indziej, jest wydarzeniem sprawiającym dużo więcej radości niż mężczyznom prostym jak budowa 486. A w Pinterest też między innymi o to chodzi – o radość odkrywania diamentów w stosie internetowego kompostu. To wszystko razem sprawia, że temu sukcesowi nie ma się wcale co dziwić.


podobne treści