wtf

Niemiecka policja interweniowała po tym, jak tłum chciał spalić dom youtubera

Czy istnieją granice internetowego hejtu? Trudno powiedzieć, ale z pewnością w poniedziałek wystawione zostały one na próbę, kiedy niemiecka policja musiała interweniować gdy zebrany tłum zagroził szturmem na dom youtubera o pseudonimie Drachenlord.

Drachenlord, czyli Rainer Winkler, to dość specyficzny niemiecki youtuber, którego spora część fanów ogląda tylko dla przysłowiowej „beki”. Nie znam niemieckiego na tyle dobrze, by rozstrzygać, czy jego nagrania są tak bardzo ironiczne, że aż głupie, czy na odwrót, ale nie to jest w tym przypadku najważniejsze. Najważniejsze jest bowiem to, że na skutek działań pewnej osoby wkręcającej Drachenlorda w serii nagrań na YouTube, jego prywatny adres stał się powszechnie znany.

Rozgoryczony Drachenlord postanowił rzucić wyzwanie swoim internetowym przeciwnikom, by ci złożyli mu wizytę osobiście i swoje żale do niego wyrazili wprost, tym razem „w realu”. Choć wyzwanie padło kilkanaście miesięcy temu, Drachenlord nie musiał aż tyle czekać na odpowiedź – jego przeciwnicy dość szybko zaczęli go nękać, między innymi obrzucając jego dom jajkami, czy zamawiając masowo pizzę pod jego adres, oczywiście często kręcąc swoje akcje i udostępniając nagrania w Internecie. W rezultacie niemiecka policja od tamtego czasu czuwa nad bezpieczeństwem Drachenlorda.

Jednak swoje apogeum sprawa osiągnęła w poniedziałkowy wieczór, kiedy to na demonstracji przed domem Drachenlorda zjawiło się około 150 osób. Choć liczba ta wydaje się niewielka w porównaniu z 10 tysiącami, które „zapisały się” na to wydarzenie na Facebooku, i tak robi wrażenie, jeśli weźmie się pod uwagę, że w bawarskim miasteczku Altschauerberg, w którym mieszka Drachenlord, żyje 40 osób.

Początkowo protestujący żądali, by Drachenlord zamknął swój kanał na YouTube (wygląda na to, że skutecznie), ale później, co bardziej krewcy, zaczęli grozić, że spalą mieszkanie młodego Niemca. Rozpalono nawet ognisko, a niektórzy zaczęli odpalać fajerwerki. Miejscowe władze wezwały straż pożarną, a w celu rozproszenia tłumu policja ściągnęła z meczu pomiędzy Borussią Dortmund i Greutherem Fürth część oddziałów prewencji. Sytuacja w bawarskiej wiosce uspokoiła się dopiero w poniedziałek późnym wieczorem.

Zdjęcie: Martin Krolikowski

podobne treści