biznesinternet

Netflix: piractwo jako sposób na podejmowanie decyzji biznesowych

Problem z piractwem polega na tym, że za każdym razem kiedy ktoś kopiuje film lub nagranie, pozbawia artystę należnego mu wynagrodzenia, przez co masowo umierają oni w nędzy pod mostami. A przynajmniej organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi chciałyby żebyśmy w to uwierzyli. Netflix udowadnia jednak, że zjawisko piractwa można wykorzystać także do innych celów niż grabienie artystów.

Netflix, potentat na rynku strumieniowania treści, jest bezpośrednim konkurentem dla wszystkiego rodzaju serwisów z pirackimi filmami. W końcu pobranie pliku torrent jest tylko trochę bardziej skomplikowane od opłacenia subskrypcji i naciśnięcia przycisku play. Okazuje się jednak, że zjawisko piractwa można wykorzystać do własnych celów, traktując je jako swego rodzaju papierek lakmusowy tego, co jest obecnie najbardziej popularne. Netflix właśnie na tej podstawie dokonuje zakupów:

„Kiedy mamy kupić jakiś serial, sprawdzamy najpierw jak on sobie radzi na pirackich stronach,” stwierdziła Kelly Merryman w wywiadzie dla holenderskiego serwisu Tweakers.

Marryman wie co mówi, ponieważ to właśnie ona jest odpowiedzialna za zakupy dokonywane przez Netflix. Jako przykład podała Prison Break, zakupiony przez otworzony w ubiegłym tygodniu holenderski oddział firmy, właśnie dlatego, że serial ten jest popularny wśród holenderskich piratów.

Choć nie zawsze Netflix może kupić dany serial, wygląda na to, że strategia firmy, która zarabia konkurując z piratami, sprawdza się. Według jednego z badań, po tym jak trzy lata temu Netflix zaczął oferować swoje usługi w Kanadzie, ruch w sieci BitTorrent w tym kraju zmniejszył się o połowę. Ciekawe, czy podobny efekt zaobserwujemy jeśli kiedyś firma zacznie świadczyć usługi w Polsce?


podobne treści