gry

Najgorsze polskie gry komputerowe

Bo nasze rodzime produkcje to nie tylko ”Wiedźmin”. Na szczęście większość pewniaków na tej liście pochodzi z relatywnie zamierzchłych czasów.

”Prawo krwi”

Polska odpowiedź na ”Mortal Kombat”. Aż szkoda myśleć tylko, co odpowiedzieliby z kolei twórcy MK: Ed Boon i John Tobias, gdyby tylko zobaczyli ”Prawo krwi”. W tej grze wszystko było złe. Poczynając od fabuły z mafią wykradającą głowicę jądrową (jak oryginalnie), którą musi odzyskać żołnierz GROM-u (bo według scenarzystów filmowych i tych zajmujących się grami, w naszym kraju nie ma innych jednostek wojskowych). Do tego główny bohater chodził w dresie i wyglądał, jakby właśnie uciekł spod budki z piwem, dysponował liczbą ciosów, którą można by policzyć na palcach jednej ręki, a jeszcze kilka by ich zostało, a cała rozgrywka była monotonna niczym dowolny odcinek ”Mody na sukces”.

”Afterfall: InSanity”

Był polski ”Mortal Kombat”, czas na polskiego ”Fallouta”. Jedno się zgadza. Jest postapokaliptyczny świat po wojnie atomowej? Jest. A podstawowa różnica? Taka że ”Fallout” to klasyk, a po ”A:I” widać, że grę tworzono wiele lat, do tego kilkukrotnie zmieniając po drodze kilkukrotnie koncepcję. W związku z czym wyszło takie ”nie wiadomo co”, w którym wszystkie niedoróbki zebrane do kupy sprawiają, że ten tytuł jest po prostu straszny.

”Nina: Kroniki Agenta”

Gra sprzedawana równo dekadę temu w kioskach. Miała być pierwszym polskim ”serialem” komputerowym, to znaczy kolejne części miały wychodzić w regularnych odstępach czasu. Skończyło się na jednej i dzięki za to niebiosom. Sama Nina została pomyślona jako nasza rodzima wersja Lary Croft czyli kobiety ostrej jak żyleta. Nina nie tylko biegała, kopała i strzelała, ale miała też zdolności parapsychiczne… Zieeeew. Wszystko było w tej grze okropne. Autentycznie wszystko. Grafika, udźwiękowienie, grywalność – a raczej jej brak, wachlarz broni (dwie) i przeciwników (całe dwa rodzaje). Jedynym jej plusem było to, że dawała się przejść w kilkadziesiąt minut.

”Poldek Driver”

O ile ”Maluch Racer” był jeszcze znośny, a przynajmniej jego pierwsza część, o tyle o ”Poldek Driver” można powiedzieć tylko jedno: Nuda. Pomijając inne niedoróbki, nuda aż ziała z ekranu, działo się na nim tyle co nic, a takich rzeczy się grom komputerowym po prostu nie wybacza.

”Mortyr 2”

Jedynka była przynajmniej o tyle świeża, że ludzie mówili ”Wow, polski FPS”. Twórcom jednak ta świadomość wystarczyła, tak jakby w kategorii ”strzelanki z czasów II wojny światowej” nie mieli w ogóle żadnej konkurencji. A mieli i to nie byle jaką, żeby wspomnieć tylko ”Medal of Honor”, tymczasem nie było nawet jednego powodu, dla którego gracz zamiast jakiejkolwiek innej produkcji powinien wybrać właśnie ”Mortyra 2”. Kiepska grafika, kiepska fabuła, kiepskie poziomy, kiepska grywalność, kiepskie recenzje…


podobne treści