biznes

Najgorsi prezesi w branży technologicznej

Technokorporacje nie samymi Jobsami i Gatesami żyje. Czasem trafiają się w nich również osobnicy, którzy najbardziej efektowny koncern potrafią doprowadzić na skraj upadku.

Leo Apotheker, Hewlett-Packard

Niemiec (aczkolwiek potomek polskich Żydów) Apotheker objął stery HP w listopadzie 2010 i poszło mu tak znakomicie, że już 11 miesięcy później został wyrzucony. Nie udało mu się spełnić żadnych stawianych przed nim celów, a jakby tego mało akcje HP spadły w tym czasie o 40%. Przez cały czas na stanowisku Apotheker nie mógł się do końca zdecydować, czy koncern, którym kieruje powinien sprzedać, czy zachować swój dział odpowiedzialny za produkcję komputerów osobistych. Te 11 miesięcy jednak wystarczyło, by dostać 25 milionów odprawy, w tym 7,2 miliona gwarantowanej kontraktem pensji, blisko 600 000 akcji oraz 2,4 miliona dolarów na pokrycie kosztów ponownej przeprowadzki do Europy.

John Akers, IBM

W 1992 IBM ogłosił pięć miliardów dolarów straty, co było już ostatecznym gwoździem do trumny Akersa, który wcześniej uważał przez lata, że komputery osobiste wcale nie są przyszłością i ludzkość wcale nie będzie nimi zainteresowana, a produkcja mainframe`ów to  jest dopiero to.

John Sculley, Apple

Steve Jobs wprowadził Apple na szczyt, podejmując rewolucyjne decyzje niemal w każdym segmencie kierowania firmą – od dizajnu po stawianie na poszczególne gadżety. John Sculley, były szef Pepsi, zasłynął z kolei tym, że wszystkie nieszablonowe pomysły wyrywał ze swojej firmy razem z korzeniami i to przez całą dekadę (1983-1993), podczas której kierował ”Jabłkiem”. Dodatkowo nie znał się kompletnie na technologicznych nowinkach, szastał pieniędzmi na ekfektowne i niezwykle drogie kampanie reklamowe, które były jedynym, w co wierzył oraz inwestował poważne kwoty w kompletnie nieudane produkty takie jak Newton. Co ciekawe, w 1987 był najlepiej opłacanym prezesem w Dolinie Krzemowej, z pensją wynoszącą 2,2 miliona dolarów rocznie. Dziś ta kwota wydaje się być raczej śmieszna.

Steve Ballmer, Microsoft

Następca Billa Gatesa, przez niego też namaszczony. Kilka lat temu Microsoft wydawał się niepokonanym technologicznym gigantem, który już zawsze będzie dominatorem światowych rynków. Dziś nie do końca. Oczywiście można to zrzucić na nagłą chwałę nowych kolosów, takich jak Facebook, Google czy odrodzone Apple, ale część winy zdecydowanie leży także po stronie Ballmera. Coraz mniej dzieje się w firmie poza Windowsem i Officem, jeszcze nie udał się szturm na rynek telefonów i tabletów, a do tego Ballmer kupił za 8,5 miliarda dolarów Skype`a. 8,5 miliarda. Czy naprawdę pieniądze nie mają już żadnej wartości czy może ci ludzie naprawdę żyją w jakimś innym świecie?

Jonathan Schwartz, Sun Microsystems

Schwartz zawsze z jednej strony budził kontrowersje, z drugiej strony świetnie wpisywał się w stereotyp prezesa z Doliny Krzemowej. Post-hippisowski długowłosy zapalony bloger obejmował stery firmy w roku 2006, kiedy była ona jednym z najważniejszych graczy na rynku, producentem sprzętu komputerowego, oprogramowania i rozwiązań sieciowych. W wyniku jego kiepskich decyzju i braku rozeznania na rynku między rokiem 2007 i 2008 ceny akcji Sun Microsystems spadły z 27 do zaledwie czterech dolarów za sztukę, firma musiała także zwolnić aż 6000 osób. Nie udała się też akcja z zakupem MySQL. Sytuacja Sun Microsystems była tak zła, że korporacja musiała zostać wykupiona w 2010 roku przez Oracle za 7,4 miliarda dolarów i zmienić nazwę na Oracle America, Inc.

Eckhard Pfeiffer, Compaq

Pamiętacie jeszcze tę firmę? No właśnie. A kiedyś na rynku radziła sobie znakomicie. Założona w 1982, w tym samym roku wypuszczając pierwszego komercyjnie dostępnego praszczura laptopów, pięć lat później usadowiła się wśród czołowych producentów pecetów, zrzucając z podium IBM i Packard Bella. Potem w 1991 nastał czas Pfeiffera, który swoje rządy sprawował do roku 1998. Nie dość, że postanowił agresywnie wejść na rynek maineframe`ów, kupując firmy Tandem i DEC (kosztowne, nie opłaciło się), to jeszcze kompletnie zignorował fakt, że wśród aktywów tej drugiej znajdowała się Altavista. W końcu przytłoczony jego gigantomanią Compaq upadł i dlatego teraz mówimy, że BYŁ czołowym producentem komputerów.

William Shockley, Shockley Semiconductors

Geniusz z jednej strony. Tyran, podobno terroryzujący swoich pracowników, z drugiej. Wykazywał daleko idącą paranoję i potrafił sprawdzać tych, których zatrudniał przy pomocy wykrywacza kłamstw, gdy tylko coś wydało mu się podejrzane. Ośmiu inżynierów w końcu nie wytrzymało tego, tak samo jak braku wiary Shockleya w przyszłość mikroprocesorów, dlatego odeszli, przechodząc jednocześnie do historii jako ”Zdradziecka ósemka” (tak nazwał ich były szef). Po odejściu założyli szereg firm. Między innymi taką mało znaną korporację jak Intel.


podobne treści