styl życia

Najdziwniejsze afery dopingowe w sporcie

Właśnie trwają igrzyska olimpijskie, więc pół świata aktualnie żyje sportem. Niestety jedną z szybciej rozwijających się dziedzin technologii w sporcie jest doping. A gdzie technologia spotyka się z człowiekiem, tam dochodzi do spraw dziwnych.

O tym, że sztaby medyczne wszelakich reprezentacji nieświętej już pamięci NRD faszerowały sportowców nieludzkimi wręcz ilościami środków dopingowych, wiadomo nie od dziś. To także spotkało Heidi Krieger, złotą medalistkę Mistrzostw Europy w pchnięciu kulą z roku 1986. Poziom sterydów aplikowanych jej przez lekarzy kadry był tak wysoki, że w 1997 roku oficjalnie przeszła już operację zmiany płci i zmieniła imię na Andreas.

W kategorii ”wyjątkowo dziwne tłumaczenia sportowców przyłapanych na dopingu” poczesne miejsce zajmuje polski rodzynek, czy może raczej należałoby napisać ”polski grzyb w barszczu”. Chodzi tutaj o hokeistę Jarosława Morawieckiego, którego sprawdzono na zimowych igrzyskach w Calgary po wygranym 6:2 meczu z Francją. Tłumaczył on, że nielegalne środki zostały mu podane w barszczu, który został zaserwowany podczas kolacji wydanej na cześć naszych sportowców przez kanadyjską polonię. Tak, jasne.

Nikt jednak nie musiał się tłumaczyć tyle co kolarze. I nikt nie tłumaczył się tak nieudolnie, co amerykańscy przedstawiciele tej dyscypliny. W 2005 roku Tyler Hamilton cudzą krew we własnym organizmie tłumaczył tym, że pochodzi ona od jego nienarodzonego brata bliźniaka, którego wchłonął jeszcze w łonie matki. Floyd Landis z kolei po wygraniu Tour de France w roku 2006 wpadł na stosowaniu syntetycznego testosteronu. Pojawienie się u niego tej substancji argumentował tym, że pił dużo whisky. Nie wiadomo, jak jedno miało się łączyć z drugim. Ale nie tylko amerykańscy kolarze byli w tym względzie genialni. Holender Adri van der Poel na przykład pobudzał się w latach 80. strychniną, która rzeczywiście w odpowiednich dawkach może dawać organizmowi ”kopa”. Kiedy go przyłapano, tłumaczył, że jego wujek faszeruje nią hodowane przez siebie gołębie. Z których potem robi ciasto – miał nim częstować zawodnika i stąd też u niego ślady strychniny we krwi.

Z kolei na MŚ w piłce nożnej kobiet w roku 2011 kontroli antydopingowej nie przeszło pięć północnoamerykańskich piłkarek. Trener reprezentacji potwierdził, że podawał im środki zawierające w sobie esencję z gruczołów piżmowca, ale swoje postępowanie tłumaczył tym, że na treningu jego zawodniczki trafił piorun i musiał jakoś postawić je na nogi. Niestety dla niego, nikt żadnych piorunów wtedy na bezchmurnym niebie nie widział.

O tym jak studia mogą zrujnować życie przekonał się z kolei tunezyjski pływak Ossama Mellouli. Na mistrzostwach świata w Montrealu zdobył złoto na 800 metrów stylem dowolnym i srebro na 400 metrów, które później mu odebrano po tym, jak w jego krwi wykryto ślady amfetaminy. Pływak tłumaczył się tym, że brał zawierający ją lek dla osób cierpiących na ADHD, który otrzymał go od kolegi, innego studenta Uniwersytetu Południowej Kalifornii – próbował argumentować, iż inaczej nie zaliczyłby trudnej sesji na tej uczelni. Medale mu odebrano, na szczęście później, czysty już Mellouli zdobył jeszcze dwa srebrne i jeden złoty krążek MŚ, olimpijskie złoto w Pekinie na 1500 metrów stylem dowolnym oraz niedawno brąz w Londynie na tym samym dystansie.


podobne treści