naukanews

Na Neptuna i z powrotem za 4 000 000 000 000 dolarów

Załogowe misje kosmiczne są z reguły niepraktyczne i zawsze bardzo, bardzo drogie. Ale nie przeszkadza to w wykonaniu małego eksperymentu myślowego: Co by było, gdybyśmy mieli do naszej dyspozycji dowolne fundusze? Co moglibyśmy zrobić? Jak się okazuje, całkiem sporo.

Laboratorium Fizyki Stosowanej na Uniwersytecie im. Johnsa Hopkinsa niedawno przebadało, jakie rodzaje misji załogowych ludzkość mogłaby przeprowadzić w drugiej połowie tego stulecia.

Oczywiście, twórcy raportu musieli założyć, że do czasu ewentualnych misji w odległe zakątki Układu Słonecznego powstaną urządzenia, których wciąż jeszcze nie mamy. Przykład? „Pokładowy reaktor jądrowy o mocy 100 MW zasilający dopalacze magnetoplazmodynamiczne”. Nie wykluczone jednak, że za pół wieku konstrukcja takich szatańskich urządzeń będzie w naszym zasięgu. I dostarczą statkom ziemian mocy niezbędnej do tak dalekich podróży.

A mocy potrzeba całkiem sporo, bo kluczem do bezpiecznej międzyplanetarnej wędrówki jest prędkość. Jeśli astronauci dolecą do innych planet odpowiednio szybko, nie będzie trzeba budować potężnych osłon, które ochroniłyby załogę przed promieniowaniem kosmicznym. Stąd też potrzeba superdopalaczy.

A z takim silnikiem, i z odpowiednio małą masą, zaoszczędzoną na osłonach, statek mógłby polecieć na Neptuna i  powrotem w zaledwie 5 lat. Jedynie koszt takiej podróży może zawrócić w głowie. Badacze oszacowali go na… 4 biliony dolarów. Na razie nikogo więc na to nie stać (to więcej, niż całkowity budżet Stanów Zjednoczonych). Ale w przyszłości wiele może się zmienić. Oby się zmieniło… [Adam Frucci/giz, Study Link, Ars Technica]

podobne treści