news

Muchy w zupie nie zobaczysz…

W szatni restauracji zostawiamy wszystko – zapalniczki, fosforyzujące zegarki, komórki, laptopy.

Podają nam kartę dań jeszcze przy świetle, następnie niewidoma kelnerka prowadzi nas w egipskie ciemności.
Dania serwowane w restauracji „Ślepa Krowa” („Blindekuh”) w Zurychu niekoniecznie muszą wyglądać apetycznie, ale zdaniem kucharzy są niezwykle apetyczne. Obsługa nosi dzwoneczki, by uniknąć kolizji i absolutnie zabronione jest chodzenie sobie bez asysty po salach. Jeżeli ktoś chce pójść do toalety, musi krzyknąć na kelnerkę, która zaprowadzi ich na miejse. Na szczęście toalety są oświetlone.
Wyłącz swoje zmysły
Zmysły wzroku i słuchu mają kluczowe znaczenie dla naszego życia. W rzeczywistości normalny zakres smaków pożywienia zależy w większym stopniu od zmysłu węchu niż smaku – ludzie, którzy utracili zmysł węchu (chociażby przy katarze), stwierdzają, że jedzenie straciło na smaku i atrakcyjności. Dlatego mówi się, że odgrzewane jedzenie smakuje gorzej – z chemicznego punktu widzenia jedzenie nie traci smaku przez ponowne podgrzewanie, ale przez brak aromatów, które wydzielają się jedynie podczas pierwszego przygotowywania. 

Nic nie widzę, za to świetnie słyszę

Jedzenie w ciemności ma o wiele bogatszy smak. Możemy jeść palcami, nie przestrzegając zasad savoir-vivre. Przerażający może być fakt niepewności, ponieważ w 100% nie wiadomo, co się je, choć uprzednio podawano przecież menu jeszcze przy świetle.
Zdania na temat takich restauracji są podzielone. Jedni zachwycają się bogactwem smaku i doznań dotykowych. Inni twierdzą, że nie mając świadomości czy spożywają to, co rzeczywiście zamówili, czują się dość niepewnie.
Wyczulony do granic słuch rejestruje podczas wizyty w takiej restauracji wszystkie dźwięki. Niektórzy goście skołowani są harmidrem, który wywołują inni przy jedzeniu. Drudzy zachwycają się tym gwarem.
Świat ciemności
Założycielem restauracji jest między innymi niewidomy pastor – Jürg Spielmann i psycholog Stephan Zappa. Zafascynowani wystawą ciemności, która odbyła się rok wcześniej w Zurychu („Dialogue in the dark”) zapragnęli, żeby otworzyć takie miejsce. Zamysłem pastora było wprowadzenie nas w rzeczywistość niewidomych, poznanie ich świata, który wydaje się nam ponury, ciemny. W czeluściach kościoła luterańskiego, w którym mieści się restauracja, goście stają się bezbronni jak dzieci. Muszą ślepo ufać kucharzom i niewidomej obsłudze. Tu role się odwracają – niewidomi kelnerzy czują się pewnie, a goście stawiają ostrożnie kroki, powoli przyzwyczajając się do nowej sytuacji.
Na początku pastor bał się, że ludzka ciekawość zostanie zaspokojona i „Ślepa Krowa” zostanie zapomniana. Tak się jednak nie stało. Od 1999 restauracja przeżywa pełne oblężenie. Istnieje już kilkanaście takich lokali na świecie – w Niemczech – „Niewidzialny Bar” („Unsicht Bar”), w Paryżu, Japonii, Londynie, Moskwie – („Dans le Noir”).

W Polsce istnieją zaledwie dwie takie restauracje. Prekursorem jest „Dark” otwarty w marcu 2007 roku w Poznaniu. Kolejna restauracja to „Czarny Diament” w Bydgoszczy. W przeciwieństwie do niewidomych przewodników z „Ślepej Krowy”, tu kelnerzy „uzbrojeni” są w noktowizory.

Jedno jest pewne: do tego typu restauracji przychodzi się bardziej z ciekawości niż chęci najedzenia się. 

[Blindekuh, Unsicht-Bar]
Zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/currybet/ / CC BY-SA 2.0


podobne treści