Giznetsprzęt

Recenzja projektora kieszonkowego – Philips PicoPix 2480

Projektory kieszonkowe – a więc miniaturowe wersje kolosów znanych nam m.in. z mroków sal wykładowych – coraz chętniej wdzierają się do naszych wakacyjnych i biznesowych bagaży. Nie ma chyba wygodniejszej metody przeprowadzenia biwakowego seansu filmowego niż skorzystanie z tego rodzaju urządzenia. A skoro tak – coraz częściej planujemy jego zakup i chcielibyśmy wiedzieć jak wypada w starciu z bolesną rzeczywistością. Oto moja luźna recenzja topowego pikoprojektora Philipsa – PicoPix 2480.

Pisząc tę recenzję kierowałem się myślą, by była ona jak najbardziej zrozumiała dla przeciętnego, niezaznajomionego z niuansami skomplikowanej, technicznej terminologii, normalnego użytkownika. Poniżej postarałem się wymienić kilka największych wad i zalet, które szczególnie rzuciły mi się w oczy w trakcie parodniowej (i dość intensywnej) zabawy z urządzeniem. Zabawy zresztą całkiem przyjemnej.

Na początek warto odbębnić obowiązek każdego recenzenta – oto najważniejsze elementy specyfikacji projektora PicoPix 2480 (warto zwrócić uwagę przede wszystkim na jasność oraz rozmiar i rozdzielczość obrazu).

  • Technologia wyświetlania: DLP
  • Jasność: 80 lumenów
  • Natywna rozdzielczość: 854 x 480 pikseli
  • Rozmiar obrazu: 120 cali
  • Kontrast: 1000:1
  • Bateria: 2300 mAh
  • Zintegrowany odtwarzacz MP4
  • 2 GB wewnętrznej pamięci oraz czytnik kart pamięci microSD
  • Wbudowany głośnik
  • Wymiary: 105 x 105 x 31,5 mm

Jak na projektor kieszonkowy – możliwości PicoPixa 2480 wydają się, przynajmniej na papierze, całkiem przyzwoite. Praktyka to potwierdza – w najprostszym ujęciu: jakość rzucanego przez urządzenie obrazu jest conajmniej zadowalająca i nie rozczarowuje już przy pierwszym zetknięciu się z jego światłem. W zestawie, poza samym projektorem, znajdziemy m.in. futerał, ładowarkę, pilot oraz podstawowe okablowanie wystarczające do średnio zaawansowanej pracy z urządzeniem. Jeśli ktoś z was zechce podpiąć do niego np. dekoder telewizyjny (tak, to możliwe) będzie musiał wyposażyć się w specjalną przejściówkę micro HDMI (ja znalazłem taką w opakowaniu po karcie graficznej). Niestety – zainstalowanie takiej przejściówki uniemożliwia, ze względu na jej rozmiar i ulokowanie, podłączenie do projektora zewnętrznego nośnika dźwięku (a to, w wypadku jakiejś imprezy czy innego spotkania, może okazać się rzeczą nadzwyczaj istotną). Standardowe jacki są po prostu trochę za duże i nie mieszczą się w niewielkiej szczelnie powstałej po podpięciu złącza. Tu właśnie dochodzimy chyba do pierwszej, dość zaskakującej wady urządzenia. W pewnych wypadkach okazuje się ono, przynajmniej na mój gust, odrobinę… za małe. Kto by pomyślał.

Drugą z największych i może nieco mniej subiektywnych wad projektora PicoPix 2480 jest z pewnością jego tragiczny, kompletnie beznadziejny pilot. Mówię to z pełnym przekonaniem. Jest on chyba zresztą jedyną rzeczą, która w trakcie naszego krótkiego romansu naprawdę mnie zezłościła (no, bo ile do %*#(@ można wciskać te przeklęte klawisze). Jest za mały, nieporęczny i zwyczajnie… nie działa. To znaczy, owszem, od czasu do czasu zdarzy mu się poprawnie wykonać swoje zadanie, ale czyni to mniej więcej raz na kilkanaście do nawet kilkudziesięciu prób. Nędza. Dużo lepiej, moim zdaniem, sprawowałby się w tej sytuacji pilot z wbudowanym radiem Bluetooth, którym nie trzeba byłoby celować w oddalony i najwyraźniej nie radzący sobie z odebraniem sygnału projektor. Szkoda.

Co ciekawe – do ostatniej z największych przywar dzieła Philipsa muszę zaliczyć rzecz, której całkowicie się nie spodziewałem. Mianowicie… jego głośność. Któż mógł przypuszczać, że tak małe w gruncie rzeczy urządzenie może chwilami wywoływać uczucie przebywania w pobliżu odpalonego traktora. No, przesadzam, ale – i nie jest to moja odosobniona opinia – PicoPix naprawdę jest trochę za głośny. Jednym ze sposobów zneutralizowania jego pieśni jest maksymalne (albo prawie maksymalne) podkręcenie głośności dźwięku wydobywającego się z głośników projektora. Dźwięku, swoją drogą, zaskakującego czystego.

No, właśnie wystarczy już chyba tego biczowania. Choć na razie trochę go demonizuję – PicoPix 2480 to  kawał naprawdę porządnego urządzenia, a przykładem rzeczy nie budzącej w nim absolutnie żadnych zastrzeżeń (jednej z wielu) są z pewnością jego wspaniałe głośniki. Choć w domu warto skorzystać z innych, nieco mocniejszych nośników dźwięku (np. od kina domowego), to jednak warto pamiętać, że z tego rodzaju urządzeń korzysta się raczej w podróży. A tu, głośniki PicoPixa 2480 sprawdzają się wręcz wyśmienicie (audiofila może nie zadowolą, ale pod namiot, czy kemping w zupełności wystarczą).

Co więcej – projektor bez problemu radzi sobie z większością najpopularniejszych (czyli najchętniej pobieranych z sieci ;) formatów audio i wideo (łącznie z mkv). Filmy i zdjęcia możemy odtwarzać za pośrednictwem czytnika kart SD, modułu USB (dla  pendrive’a) oraz wejścia HDMI, które umożliwia podłączenie PicoPixa np. do komputera albo telewizora (tak, projektor może też posłużyć za drugi monitor waszego laptopa lub PC-ta. Niemniej – jakość obrazu pozostawia wówczas trochę do życzenia).

Jak na pikoprojektor – PicoPix 2480 cechuje się całkiem przyzwoitą jasnością rzucanego obrazu. 80 ANSI lumenów to zupełnie przyzwoita wartość, ale… niestety nie wystarczająca do tego, by uznać projektor za urządzenie nadające się do w pełni satysfakcjonującego użytku domowego (warto jednak zwrócić uwagę na całkiem dobrą głębię czerni). Po prostu – wszystko, poza filmami w standardowej rozdzielczości DVD, nie wyświetla się do końca ostro i wywołuje w oglądającym (pytałem o opinie także innych ludzi) uczucie delikatnego niedosytu. Tekst bywa nieczytelny, filmy HD dużo tracą na swoim uroku, a arkusze i wykresy rozmazują się (czasem) w sposób uniemożliwiający ich trafne rozszyfrowanie. Niemniej – sama nazwa urządzenia wskazuje już, że projektor kieszonkowy nie powinien być rozpatrywany w kategoriach pełnowymiarowego projektora domowego bądź szkolnego. Takim zwyczajnie nie jest. Jako urządzenie mobilne – dla wszelkiego rodzaju podróżników bądź osób przebywających często poza domem, nadaje się jednak (stwierdzam to z czystym sumieniem) właściwie idealnie. No, i wystarczy na imponujące 30 000 godzin oglądania.

Podsumowując – mógłbym w tym miejscu wyliczyć jeszcze z tysiąc drobniuteńkich wad (np. brak statywu) bądź zalet (rozmiar, mobilność, ładny wygląd, czytelne menu itp.)  rojektora PicoPix 2480, ale myślę, że mija się to z celem. Wystarczy powiedzieć, że to absolutnie topowy pikoprojektor na rynku i jeśli potrzebujecie urządzenia, które da wam namiastkę kina poza domem – naprawdę warto je kupić. Cena – choć tu pewnie pojawią się pewne spory – też znajduje się w zasięgu znacznej części Polaków. Jeśli ktoś z was zamierzał wyposażyć się w takie urządzenie – szczerze polecam (choć wad, jak wszędzie, nie brakuje).

PS. Odradzić jego zakup mogę tylko tym, którym po głowie chodziło np. zastąpienie nim swego telewizora (a słyszałem takie pomysły. W sumie ma to nawet pewien sens: porównywalna cena i duży, 120-calowy obraz). Na rynku funkcjonuje sporo droższych modeli, które akurat w tej roli sprawdzą się zdecydowanie lepiej.

W swojej klasie – PicoPix 2480 jest natomiast naprawdę wyśmienity.

Ocena: 4/5 (byłoby 4,5, gdyby nie pilot).


podobne treści