internet

Microsoft udostępni dane swoich użytkowników rosyjskim służbom specjalnym (ale nie chodzi tylko o Microsoft)

Jak podała rosyjska agencja ITAR-TASS, Skype (a właściwie jego właściciel, czyli Microsoft) zgodził się na przekazywanie rosyjskim służbom specjalnym korespondencji, danych i nagrań przesyłanych przez swoich użytkowników. Wszystko w związku z ustawami, które mają rozszerzać kompetencje rosyjskich służb.

Amerykański koncern podjął taką decyzję w związku z ustawami, nad którymi pracuje obecnie rosyjska Duma Państwowa. Rozszerzają one kompetencje rosyjskich służb specjalnych w zakresie inwigilacji obywateli, a „osoby fizyczne oraz przedsiębiorstwa, które organizują komunikację za pośrednictwem Internetu” miałyby według nich przechowywać dane rosyjskich użytkowników przesyłane za pośrednictwem ich serwerów przez pół roku i udostępniać je na żądanie rosyjskich służb. Sorm, czyli znajdujący się pod kontrolą FSB rosyjski odpowiednik programów inwigilacji prowadzonych przez NSA, ma się świetnie, a dzięki zmianom zaproponowanym przez „ekspertów” z Łubianki, będzie się miał jeszcze lepiej. I nie chodzi tu wcale o samego Skype’a (Microsoft), który nie wiedzieć czemu został „wyróżniony” w nagłówku rządowej rosyjskiej agencji informacyjnej, ale o wszystkie firmy, które chcą robić interesy w Rosji. Jeśli miejscowe regulacje im się nie podobają, mogą przecież w każdej chwili spakować manatki i przestać działać na terenie Federacji Rosyjskiej. Tylko, że żadna korporacja pozwolić sobie na taki gest nie może, więc nie pozostaje im nic innego, jak stwierdzić, że:

„Microsoft potwierdza swoje zobowiązanie do działania w pełnej zgodności z przepisami prawa rosyjskiego, tak jak i z przepisami innych krajów, w których prowadzimy działalność. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, będziemy działać zgodnie z jej wymogami.”

W pakiecie z nowymi regulacjami związanymi z kontrolą nad przepływem informacji, rosyjska Duma wprowadzi też takie atrakcje jak przeszukania bez nakazów, czy kontrola operacji finansowych prowadzonych za pośrednictwem internetu. Wszystko oczywiście motywowane koniecznością walki z terroryzmem.

Ciekawe ile rzeczy można jeszcze wytłumaczyć terroryzmem i kiedy ta „moda” dotrze do nas?

Zdjęcie: Flickr/paulafunnell


podobne treści