news

Medal of Honor – nasza recenzja (PS3)

Gdy Activision zarabiało krocie na Modern Warfare, EA bezradnie rozłożyło ręce i próbowało dalej eksploatować temat II wojny światowej. Taki układ nie mógł trwać wiecznie, programiści z Danger Close zapuścili długie brody i postanowili zabrać nas na wycieczkę do Afganistanu. Razem z amerykańskimi żołnierzami. 

Z nowym Medal of Honor wiązałem duże nadzieje – to pierwsza poważna próba zrzucenia serii Call of Duty z piedestału. EA trafiło z pomysłem przeniesienia akcji do górzystego Afganistanu, zapowiadało się na to, że zobaczymy brutalną i nieobliczalną wojnę. Niestety, kampania dla pojedynczego gracza zawodzi całkowicie. Wcielamy się w niej w zarośniętego komandosa, rangersa oraz pilota śmigłowca. Otrzymujemy tym samym trzy rodzaje misji: rozgrywane za liniami wroga, często o charakterze składankowym, standardowe bitwy z udziałem wielu żołnierzy oraz klasyczny celowniczek. Pomiędzy poszczególnymi epizodami można podziwiać prerenderowane przerywniki, które prezentują relacje pomiędzy generalicją z Pentagonu a wojakami w polu. Domyślam się, że w ten sposób chciano wprowadzić dramatyzm i emocje, ale niestety – mnie te filmiki denerwowały swoją schematycznością, sztucznością i drewnianym aktorstwem.  

#!#photo2#!#

Scenariusz nie porywa. W przedstawionej historii brakuje momentu, który wyryłby się w pamięci tak jak lądowanie na plaży w Allied Assault. Kampania obfituje za to w niezliczoną ilość błędów: opóźniające się lub niedziałające skrypty to tutaj chleb powszedni. Bardziej niż przeciwników, obawiałem się tego, że nieszczęśliwie nie trafię na trigger i nie zobaczę kolejnej, wyreżyserowanej sceny. Zresztą, wrogów nie należy się obawiać. Na średnim poziomie trudności, dla zabawy biegałem po mapie i zachodząc kolejnych Talibów z flanki, rozpruwałem ich nożem. Animacja pokazująca śmiertelne dźgnięcie jest przynajmniej efektowna. Przygodę dla jednego gracza grzebie jej długość – niecałe cztery godziny to prawdziwy skandal, nie wiem jak można było do tego dopuścić.  

Po męczarni, jaką było dla mnie granie w samotności, z nadzieją uruchomiłem multiplayer, który wyprodukowało DICE. Na pierwszy rzut oka, denerwuje zupełnie inny interfejs oraz szata graficzna – ta niespójność sprawia, że zapomina się, w jaką grę właśnie gramy. Całe szczęście, zupełnie inny tryb wieloosobowy jest też znacznie lepszy. Zrzynając z Modern Warfare, postawiono na szybką i bardzo ciasną rozgrywkę. W mgnieniu oka można zdobyć kilkanaście fragów lub zgonów. Są też nagrody za serię zabójstw. Mi najbardziej spodobał się fakt, że możemy grać trzem klasami (strzelec, komandos, snajper) i każda z nich rozwijana jest niezależnie. Niestety, multi w Medal of Honor jest bardzo ubogie. Nie ma tutaj rozdawanych hurtowo odznak, rozbudowanej zbrojowni, ani dziesiątek nagród. Tryb wieloosobowy nadaje się do szybkich i krótkich partyjek, ale nie sądzę abym chciał go włączyć za tydzień lub dwa. 

#!#photo3#!#

Oprawa prezentuje poziom standardowy dla produkcji typu triple-A. Można zawiesić oko na bardzo ładnych, górzystych krajobrazach, ale po chwili na ziemię sprowadzają kiepskie wybuchy i nieporadne animacje. Przynajmniej dubbing i dźwięki stoją na niezmiennym, bardzo wysokim poziomie. Nowy Medal of Honor to największe rozczarowanie tego roku – moim zdaniem, jedna z najgorszych odsłon tej serii. Nie polecam, lepiej zainwestować w Battlefield: Bad Company 2 i poczekać na nowy dodatek.


podobne treści


  • fff

    teraz ten grafoman nawiedza gizmodo?

  • kreon

    chyba jednak lepiej zostawić recki komuś kto ma o grach jakieś pojęcie. Nowy MOH w porówniau do np. Black Ops, jest przynajmniej mniej sztampowy i pozwala grać a nie tylko oglądać eksplozje na ekranie

  • Mihau Francuz

    Otwórz sobie PWN i sprawdź, co znaczy słowo „sztampowy”, zanim zaczniesz nim władać. To już raczej BO jest mniej monotonny niż MoH. Sorry, ale wolę oglądać akcję (taka prawda, że gry teraz są stylizowane na filmy) niż oglądać udawany tragizm wojenny.