news

Lustrzanka uczy robić zdjęcia – recenzja Nikona D3100

Nikon D3100 wzbudził w naszej redakcji mieszane uczucia. Z jednej strony, dostaliśmy nowy sprzęt, z drugiej, każdy zdawał sobie sprawę, że to prosta lustrzanka dla bardzo początkujących. Ponieważ moim zdjęciom daleko do miana sztuki, czy chociażby „słitaśnych fotek”, postanowiłem sprawdzić czego nauczy mnie ten nowy DLSR.  

Aparat dotarł do nas w normalnym sklepowym pudełku. Wiele osób nie przykłada do tego najmniejszej wagi, ale ja lubię wiedzieć, jak spakowany jest świeżo zakupiony sprzęt. W tej kategorii Nikon dostaje piątkę. Cały zestaw, tj. aparat, obiektyw (18-55 VR) oraz ładowarka z kablami, poukładany jest w trzech oddzielnych kartonach obłożonych dodatkowo odrobiną makulatury (instrukcje, ulotki i oprogramowanie). Jeśli zamierzacie kupić D3100 z serwisu aukcyjnego lub sklepu internetowego, nie musicie się obawiać, że kurier przywiezie go w kawałkach. 

Pierwsze wrażenie jest dosyć rozczarowujące. Ostatnio dużo czasu spędziłem razem z Canonem 5D uzupełnionym o grip oraz Nikonem D3, więc nowy gadżet wydał mi się zaskakująco mały. Przypomniały mi się piękne czasy lustrzanek hybrydowych oraz mojego stosunkowo małego Sony F828, który dalej dobrze mi służy. Dążenie do coraz mniejszego i lżejszego body to trend, który obowiązuje wszystkie lustrzanki entry-level. Muszę jednak dodać, że w porównaniu z dość plastikowym 550D, nowy D3100 wydaje się bardziej solidny. Cieszy również świetne rozmieszczenie przycisków – są one łatwo dostępne i wygodne w użyciu. Trzy z nich można własnoręcznie zaprogramować i przy użyciu rolki, łatwo zmieniać w locie podstawowe parametry zdjęcia. Przydatny okazał się też mały suwak obok pokrętła tematycznego, który odpowiada za fotki seryjne. Podsumowując, D3100, choć malutki, wydaje się lepiej zaprojektowany od wspomnianego 550D (okrojonego z pokrętła). Podpięcie do niego masywnego obiektywu zapewne skończyłoby się męczącym bólem ręki, ale zakładam, że początkujący użytkownik nie dokupi szkła kosztującego trzykrotnie więcej niż sam korpus. 

Nie bez powodu wspomniałem we wstępie o nauce. Nowy Nikon oferuje tajemniczy tryb GUIDE. Wiem, że każdy szanujący się mężczyzna, który nigdy nie pyta o drogę, podejdzie do tej nowości z dużym dystansem, ale wbudowany poradnik sprawuje się świetnie. Ustawiamy dedykowany temat, a następnie wybieramy odpowiednie opcje. Dla przykładu, można zrobić fotkę w pełnym trybie auto, lub pobawić się w zmianę niektórych parametrów. Choć zabrzmi to śmiesznie, myślę że GUIDE pomoże wielu początkującym, którzy jeszcze nie wiedzą dlaczego nastawiamy migawkę, przesłonę lub ISO. Również interfejs graficzny aparatu jest bardzo przyjazny użytkownikowi. Wierzę, że miły dla oka szary gradient oraz gigantyczne szeryfowe czcionki spodobają się licznym miłośnikom japońskich gier RPG. Całe szczęście, w ustawieniach można powrócić do klasycznego widoku menu. 

Bebechy D3100 są całkiem imponujące. W aparacie znajduje się matryca DX, czyli odpowiednik APS-C od Sony, z cropem 1.52, o rozdzielczości 14,2 megapikseli. Same liczby, choć ciekawe, niewiele jednak mówią o jakości końcowego obrazka. Ponieważ w czasie testów miałem pod ręką bardzo lubianą przeze mnie Alfę 700, postanowiłem wykorzystać ją jako model odniesienia. Jak się okazało, przy takich samych ustawieniach (1/40, f/3,5, ISO-400 w pomieszczeniu ze światłem naturalnym) oba aparaty poradziły sobie bardzo podobnie – D3100 nie szumiał i choć zdjęcie było odrobinę ciemniejsze, spodobały mi się kolory, bliższe tym naturalnym. Osobiście radzę, aby skrupulatnie dobierać ISO w aparacie Nikona. Oba tryby Hi, czyli podbite 6400 oraz 12800 należy traktować jako ciekawostkę. 

Opcje Live View oraz kręcenia filmów można podsumować jednym zdaniem: „a miło być tak pięknie”. Podgląd na ekranie LCD można włączyć jednym przyciskiem. D3100 już wcześniej wydawał mi się odrobinę wolny, ale głośna i ociężała praca autofocusa w tym trybie woła o pomstę do nieba. Podobnie jest z kręceniem filmów – funkcja ciągłego łapania ostrości to żart. Aparat co kilka chwil próbuje wyostrzyć obrazek, niesamowicie „mieląc” przy okazji. Ponieważ zabrakło wejścia dla mikrofonu zewnętrznego, każdy nakręcony w ten sposób film wypełnia dźwięk pracy autofocusa. Można także narzekać na ubogą ilość opcji związanych z formatem – zabrakło w szczególności trybu 720P60, standardowe 24, 25 lub 30 klatek na sekundę to często za mało. Pomimo tych braków, D3100 wypluwa z siebie film o znanej z lustrzanek plastyce, więc na pewno przyda się do kręcenia klimatycznych przebitek. 

Nikon D3100 to porządna i tania lustrzanka. Wygodna w obsłudze oraz bardzo przyjazna dla początkujących. Podobać może się tryb GUIDE oraz czytelne GUI. Wielu zaskoczą też bardzo ładne fotki, które można dzięki temu aparatowi uzyskać. Jeśli miałbym doradzać komuś w zakupie, kazałbym odłożyć trochę więcej pieniędzy i dokupić drugi obiektyw – kitowe szkło jest ciemne (f/3.5-5.6) i ma niewygodny pierścień odpowiadający za ostrość. Rozczarował mnie jedynie tryb wideo, jeśli chcecie używać niedrogich lustrzanki do kręcenia, to zastanówcie się nad 550D lub A55.


podobne treści