tablety

Książka vs eKsiążka

Zakończył się właśnie Światowy Tydzień eKsiążki, który prawdopodobnie jest inicjatywą wymyśloną przez polujących na wierszówkę felietonistów, pozwalającą im na kolejne tony polemik na temat tego, czy ebooki wyprą z rynku książki z papieru. Oraz który z tych dwóch nośników słowa pisanego jest lepszy i dlaczego. Cóż, jak każdy to każdy, więc na Gizmodo również powinien pojawić się dwugłos w tej dyskusji.

eBook

- ”Słowa, słowa, słowa” – odpowiedział na pytanie Poloniusza Hamlet. ”Lasy, lasy, lasy” mogą rzucić co bardziej proekologicznym fanom klasycznych książek ci, którzy stoją po stronie ebooków. Faktem jest, że aby przelać na papier myśli i przemyślenia największego nawet grafomana, trzeba w tym celu poświęcić kilka drzew. Żeby zaszkodzić lasom amazońskim przy pomocy czytników, trzeba byłoby je nimi zbombardować.

- Kto kiedykolwiek posiadał więcej książek niż ”Windows nie tylko dla orłów” oraz ”Ilustrowany atlas świata”, a także choć raz w życiu się przeprowadzał, wie jaki to ból taszczyć ze sobą kartony pełne książek. Czasem ból całkiem dosłowny, bo ortopedzi tylko zacierają swoje dłonie w rękawiczkach na kolejne przypadki wypadniętego z tej okazji dysku. Już nie mówiąc o tym, że aby ten karton (lub te kartony, w tajemniczy sposób lubią się one mnożyć i nagle okazuje się, że kartonów z ulubionymi książkami mamy na przykład osiem) przenieść, najpierw trzeba doń wszystkie tomy i tomiszcza upchnąć, potem z nich rozpakować, porozstawiać elegancko, co zabiera skutecznie czas i miejsce. W zamian obdarowując nas za to całymi kłębami fruwającego w powietrzu kurzu. Nie ma dziesiątek papierowych książek? Nie ma takiego problemu.

- Owszem, niewiele rzeczy zastąpi dotyk prawdziwej książki (wśród nich jest dotyk dwóch prawdziwych książek). Tyle że z biegiem lat i ze zwiększoną częstotliwością dotyku, papierowe tomy zaczynają wyglądać jak przejechane czołgiem, aż w końcu – w co bardziej radykalnych przypadkach – rozpadają się ze starości. Strony książki elektronicznej nie zżółkną, okładka nie odpadnie, nie znajdziemy żadnych brakujących kartek, które zapodziały się gdzieś całe lata temu… Mało tego, nawet nie pożyczymy jej temu koledze, który nigdy nie oddał nam żadnej pożyczonej książki.

- Dostęp jest prosty. Wybieramy, ściągamy, czytamy. Nie musimy czekać na przesyłkę, czy w deszczu, śniegu lub palącym słońcu przemierzać odległość do najbliższej księgarni.

Książka

- Każdy kto kiedykolwiek czytał w wannie (czyli prawdopodobnie każdy), wie że dziwnym zbiegiem okoliczności, książki mają tendencję do wpadania do wody. Znoszą to wprawdzie ciężko, ale jeszcze daje się je uratować przy pomocy odrobiny samozaparcia i kaloryfera. Z czytnikiem mógłby być w tym przypadku drobny problem.

- Co by też o nich nie mówić, nie dość, że nie są nieśmiertelne i mniej odporne na przykład na rzucenie nimi o ścianę, wciąż są także dość nieporęczne. Zwłaszcza w porównaniu z papierową klasyką w wydaniu kieszonkowym.

- Nic nie zastąpi zapachu nowej książki, przynajmniej dopóki czytniki nie nauczą się dawać złudnych wrażeń olfaktorycznych. Nic także nie może się równać z dotykiem stron takiej nowości, choćby i inżynierowie największych firm technologicznych nie robili nic innego, tylko pracowali nad takimi wrażeniami dawanymi przez czytnik. No chyba, że wreszcie im się uda, wtedy zwrócimy im honor.

- W przypadku książki kupionej w księgarni stosującej DRM kupujemy nie tyle samą książkę, co prawo jej odczytu. Z amerykańskimi korporacjami jednak nigdy nic wiadomo. Tak jak tego, czy nagle tego prawa do odczytu nam nie cofną. Albo nam jak nam, ale czy po prostu dane dzieło nie zostanie zablokowane. Żeby zastosować cenzurę w przypadku książek papierowych, trzeba by najpierw przeprowadzić rewizję, dodajmy, że skuteczną, u ich posiadaczy, po czym zarządzić palenie dzieł. A to już tak łatwo się nie uda.

A my oczywiście zachęcamy do korzystania tak z jednego, jak i z drugiego nośnika. Czytanie kształci. Choćby i mięśnie ręki trzymającej książkę lub czytnik.


podobne treści