news

Kontrowersyjna budka w Seulu

Pastor Lee Jong-rak zamontował przy jednym z domów w robotniczej
dzielnicy Seulu schowek na tyle duży, by zmieściło się w nim dziecko.
Co pewien czas odzywa się tam dzwonek, a w środku znajdowany jest kolejny chory malec. Zaczęło się od tego, że Lee opiekował się własnym niepełnosprawnym synem.

W Korei Południowej niepełnosprawność rzadko spotyka się ze współczuciem. Jong-rak postanowił ułatwić rodzicom pozostawienie dzieci, którymi nie chcą się opiekować właśnie z powodu ułomności fizycznych.

W budce wyłożonej miękkim materiałem znalazło się dziecko z zespołem Downa, z porażeniem mózgowym, z paraliżem czterokończynowym. Jedno dziecko jest sparaliżowane, głuche i ślepe. Tylko dwa są zdrowe. Wszystkie znalazły opiekę w sierocińcu, który Jong-rak prowadzi z żoną. To jedyny prywatny ośrodek opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi w kraju.

Pastor obawia się, że rodzice dzieci wymagających stałej opieki porzucą je w niebezpiecznym miejscu i boi o ich życie. Budka to bezpieczna alternatywa.

Od otwarcia w 1998 roku ośrodek przyjął ponad 30 dzieci, obecnie przebywa tam nadal 21 podopiecznych, od 2 miesiąca do 18 roku życia.

25 lat temu żona Lee urodziła synka z porażeniem mózgowym. Wielka cysta zablokowała dopływ krwi do mózgu dziecka, a lekarze dawali mu miesiące życia. Dziś 25-latek leży w domu. Wymaga stałej opieki, ale żyje. Nazwano go Eun-man czyli „pełen łaski bożej”. Gdy synek miał 6 lat, jego ojciec postanowił zostać kapłanem.

O ochronce zaczęło być teraz głośno, ponieważ władze służby zdrowia nakazały Lee zamknięcie czynnej od 2009 roku budki. Argumentują, że zachęca ona rodziców do porzucania dzieci, a ten czyn jest przestępstwem. Co więcej, podawany jest argument, że pastor nie ma profesjonalnego przygotowania do opieki nad dziećmi, a w sierocińcu jest za mało miejsca. Rodzina i 21 podopiecznych mieszczą się w czterech pokojach. Odkąd czynna jest budka, dzieci przybywa szybciej.

Taki stan rzeczy trwa od dłuższego czasu, pomimo to Jong-rak otrzymywał od państwa pieniądze jako prawny opiekun sierot. Z tych środków oraz datek od sponsorów udawało mu się utrzymać placówkę. W najbliższym czasie okaże się, czy uda się utrzymać ten stan rzeczy. [LA Times, zdjęcie: Shutterstock/holbox]

podobne treści