newsWiadomość główna

Komisja Prawna PE za podatkiem od linków i cenzurą prewencyjną

W obecnym kształcie Internet nie jest on co prawda pozbawiony wad, ale z pewnością jest dużo lepszy, niż to, co szykuje nam w tym temacie Bruksela.

Wszystko zaczęło się od propozycji nowej dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. I niby wszystko jasne, pewne rozwiązania należałoby dostosować do wymogów XXI wieku. Problem w tym, że podczas prac w projekcie pojawiły się pomysły, które jednocześnie uderzają w obywateli i grożą wprowadzeniem powszechnej cenzury prewencyjnej. I właśnie w takiej formie projekt został przedwczoraj przegłosowany przez Komisję Prawną Parlamentu Europejskiego. Z polskich europosłów zasiadających w komisji, destrukcyjne regulacje poparł Tadeusz Zwiefka z PO.

Ale o co właściwie chodzi? Przede wszystkim o artykuły 11 i 13 proponowanej dyrektywy. Artykuł 11 wprowadza dla wydawców nowe autorskie prawo pokrewne, które w skrócie można nazwać podatkiem od linków (i tak jest już nazywane). Będą oni mogli żądać od agregatorów treści opłat licencyjnych za podawanie linków do ich serwisów.

W oczywisty sposób zagraża to istnieniu popularnych agregatorów, takich jak na przykład Wykop. Oraz stawia na głowie to w jaki sposób funkcjonuje Internet. Pomimo dramatycznych w skutkach efektów, jakie wywołało wprowadzenie takiego rozwiązania chociażby w Hiszpanii, europosłowie z komisji chcieliby powtarzać ten nieudany eksperyment w całej UE.

Jeszcze gorszy w skutkach będzie artykuł 13, który nakłada na dostawców usług internetowych odpowiedzialność prawną za treści zamieszczane przez użytkowników. Sposobem na uniknięcie jej będzie wprowadzenie rozbudowanych filtrów treści, które mają wyłapywać treści objęte prawami autorskimi.

Trzeba być eurokratą, żeby nie potrafić wyobrazić sobie konsekwencji takiego rozwiązania. Mniejsze platformy, takie jak na przykład blogi, w obawie przed odpowiedzialnością za działania innych, wyłączą możliwość komentowania. Natomiast duże serwisy, takie które będzie na to stać, wprowadzą zautomatyzowane mechanizmy filtrowania treści pod kątem naruszeń praw autorskich, jeszcze przed ich publikacją. A algorytmów nie interesuje to, że w ramach prawa cytatu użytkownik może przytoczyć tekst piosenki, stworzyć parodię czy recenzję. Nie wspominając już o tym, że jako objęte prawami autorskimi, wydawcy potrafią zgłosić nawet ludowe kolędy.

Nie dość, że będzie to cenzura prewencyjna wprowadzana w interesie wielkich koncernów fonograficznych i filmowych, to jeszcze ograniczy to europejski rynek usług zawierających elementy społecznościowe tylko do największych graczy i sprawi, że rzucenie w przyszłości rękawicy YouTube czy Facebookowi stanie się jeszcze trudniejsze.

Przeciwko takim regulacjom protestowały już dziesiątki organizacji pozarządowych, między innymi fundacja Panoptykon, Centrum Cyfrowe Projekt Polska czy Allied for Startups. Przeciwnicy argumentują, że regulacje w swoim zakresie są bardzo szerokie, zaowocują zniszczeniem wielu działających obecnie serwisów, uderzają w wolność słowa i wywołują niepewność prawną, która zmusi platformy internetowe do monitorowania, filtrowania i blokowania komunikacji obywateli UE.

Projekt nowej dyrektywy zostanie poddany pod głosowanie w Parlamencie Europejskim na posiedzeniu, które rozpocznie się na początku lipca i tam może jeszcze zostać odrzucony. Póki jest jeszcze czas, dajcie więc znać swojemu przedstawicielowi w PE co myślicie o takim podejściu do ochrony praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Może dzięki temu nie będziemy musieli w najbliższych tygodniach po raz kolejny wychodzić na ulice w obronie Internetu.

Zdjęcie: Flickr/jepoirrier

podobne treści