grynews

Kill with Skill – recenzja Bulletstorm (PC)

Mógłbym tę recenzję zacząć wyświechtanym frazesem w stylu „najlepsza polska gra”. Nie zrobię tego z prostego powodu – Bulletstorma nie warto porównywać nawet z najlepszymi rodzimymi produkcjami. Dzieło PCF zasługuje na coś więcej i myślę, że nie popełnię wielkiego błędu, jeśli ustawię je w równym szeregu z legendarnym Duke Nukem 3D. 

Elementem, który od początku był reklamowany i miał wyróżnić Bulletstorm na tle innych FPS-ów, jest system skillshotów. Ten dość prosty mechanizm sprawia, że banalna strzelanina zmienia się w coś, co mógłbym nazwać wesołym placem zabaw dla seryjnych morderców. Za pomocą przeróżnych narzędzi masowej zagłady, elektrycznego bicza oraz kopniaka możemy zabijać przeciwników na dziesiątki sposobów: np. odstrzelić komuś głowę a następnie wyrzucić go wprost na gigantycznego kaktusa rosnącego kilka metrów dalej. Dodatkowo, za każdą tego typu akcję dostajemy punkty, które z kolei można wydać na amunicję, nową broń i modyfikacje. Każda z pukawek posiada swoją listę superstrzałów, więc ciężko znudzić się tym systemem aż do końca rozgrywki. Masakrowanie cyfrowych bandytów oraz potworów nigdy nie było… tak zabawne i kreatywne.  

Jeśli po tym opisie wyobrażacie sobie Bulletstorma jako Serious Sama na punkty, muszę was zaskoczyć – scenariusz nie jest pretekstem do ciągłego strzelania, opowiedziana historia potrafi wciągnąć. Nie jest to majstersztyk na poziomie pierwszego BioShocka, ale pozytywnie wyróżnia się na tle setek bezmyślnych strzelanek. Jest to zasługa dosadnych i często zabawnych dialogów oraz dobrze nakreślonych, wręcz przerysowanych postaci. Bohaterowie nie mogą pochwalić się najlepszą animacją oraz mimiką twarzy, ale ich cyfrowe role zyskują dzięki rewelacyjnemu dubbingowi. Dawno już nie słyszałem tak dobrze dobranych i charakternych głosów – główny antagonista pozostanie w mojej pamięci na długo. Dodam przy okazji, że muzyka świetnie koresponduje z resztą dźwięków i bardzo dobrze wpisuje się w klimat całej gry.  

Bulletstorm napędzany jest silnikiem UE3. Jest to jedna z najpiękniejszych gier, które wykorzystują tę leciwą już technologię. Widać jednak, że czas tego engine’u powoli mija i promienie słoneczne tworzące piękne smugi niestety tego nie zmienią. W wersji pecetowej można zauważyć nieostre i doczytujące się tekstury oraz małą szczegółowość oddalonych scenografii. Jednak PCF wybrnęło z tych ograniczeń zatrudniając naprawdę dobrych artystów odpowiedzialnych za mapy oraz modele. Mnogość i zróżnicowanie krajobrazów oraz przeciwników może się podobać. Pomijając już aspekty wizualne – największą wada techniczną gry są bardzo ograniczone możliwości sterowania postacią. Brak tu np. skoku, który pojawia się tylko kontekstowo, gdy stoimy przed zasłoną terenową. Zablokować można się na kupce gruzu lub trzystopniowych schodach, jeśli projektant nie przewidział w tym miejscu ścieżki, nie da się nic zrobić. Wszechobecne niewidzialne bariery są strasznie irytujące, tym bardziej, że poszczególne poziomy są na tle ciekawe, że aż chciałoby się je dokładniej zbadać.  

Po ukończeniu kampanii dla pojedynczego gracza czekają na nas jeszcze dwa tryby gry. Pierwszy z nich to typowy zestaw aren – zamkniętych poziomów znanych z głównego scenariusza, na których musimy nabić jak najwięcej punktów. Niby nic ciekawego, ale te krótkie wyzwania pozwalają na komfortowe trenowanie skillshotów. Drugim trybem jest oczywiście multiplayer, w którym z trzema innymi graczami siejemy zniszczenie na specjalnych mapach. Zabawa polega na tym, aby podczas kolejnych fal wrogów zdobyć razem odpowiednią ilość punktów. Po kolejnych rundach możemy pozwolić sobie na zakup broni, która powinna posłużyć do wykonywania coraz wymyślnych skillshotów, również tych drużynowych. Tryb wieloosobowy jest świetnym uzupełnieniem mechaniki znanej z singla, ale moim zdaniem brakuje Bulletstormowi czegoś bardziej solidnego. Być może trybu kooperacji rozgrywanego w kampanii, być może czegoś na wzór deathmatchu – jedno jest pewne, obecnie dostępny multiplayer jest jedynie ciekawostką, deserem po daniu głównym. 

Nie bez powodu nie śpieszyłem się z publikacją tego tekstu. Wolałem ochłonąć i po wstępnym zachwycie, skupiłem swoją uwagę na wszystkich wadach i bolączkach tego tytułu. Jest ich kilka, ale stwierdziłem ostatecznie, że Bulletstorm jest jedną z tych gier, które mają wszystkie cechy najlepszych hitów: innowacyjną mechanikę, własny, niepowtarzalny klimat, dobry scenariusz i kilka irytujących niedoróbek. Nie jest to produkcja, która redefiniuje gatunek, ale niewątpliwie potrafi zaskoczyć i zapada w pamięci – dla miłośników strzelanej pozycja obowiązkowa!

podobne treści

  • cycu

    zgadzam się z autorem. Czołówka FPS’ów, założe się, że nowy Duke – jeśli wyjdzie – nie będzie mógł się z nią równać. System skillshot’ów jest genialny. Pierwszy raz w życiu chciałem odblokować wszystkie achievement’y. Doskonałe dialogi, przepiękne mapy, oraz bardzo dobra grywalność, polecam!

  • THE_GAME

    Duke zmiażdży tą gre w mgnieniu oka. 5 godzin singla i multi z czasów prehistorycznych nie mają szans z Dukiem.
    Koniec.

  • tomasz.szkudlarek

    A na metacritics 84 punkty, czyli dobrze, ale nie jakoś nadzwyczajnie. Odnoszę wrażenie, że polskie portale podnoszą ocenę tylko i wyłącznie ze względu na pochodzenie tej gry. A ona sama na dłuższą metę nie jest zbytnio wciągająca – szczególnie mutiplayer…

  • bazyli.szek

    @Tomasz. Przeciwnie – najgorsze stwierdzenia padają własnie w polskich recenzjach, bo sukces jednego Polaka zawsze był solą w oku drugiego.

  • fejsbuk

    THE_GAME – może ciebie zmiażdży. Bulletstorm przechodziłem w 8 godzin, godzinę dłużej niż ostatnie Call of Duty, a radochy miałem znacznie więcej. To co obniża jego ocenę finalną to brak prawdziwego multi, gdzie można pokopać się z kumplami. Ale w anarchię od bidy też da się pograć. Z prawdziwym multi na metacritics byłoby pewnie z 95 punktów.

  • Pingback: Kill with Skill – Bulletstorm – Najgorzej o grach