Wiadomość głównawtf

Kilka nie tak starych technologii, o których już dzisiaj zapomniano

 

Wszyscy teraz żyjemy superhipercyfrowymi gadżetami i kolejnymi internetowymi rewolucjami, a przede wszystkim już niemal żyjemy w internecie. Nie pamiętamy o technologiach, które pokryły się takim kurzem, że do jego usunięcia potrzeba by innej zapomnianej już technologii używanej w prostym urządzeniu zwanym spychaczem.

MiniDisc – O którym pisałem przy okazji upadku Sony . Odtwarzacze MD obsługiwały jakieś kosmiczne formaty, zabijały ceną i zasadniczo nigdy nie miały szansy podbić szerokiego konsumenckiego rynku, przynajmniej w momencie, w którym wiele firm zorientowało się, jak tanio można produkować puste płyty CD-R. A jednak MiniDisc był jednym z niewielu cyfrowych nośników pozwalających na wielokrotne nagrywanie i odtwarzanie, oferował znakomitą jakość dźwięku, w związku z czym był również szeroko wykorzystywany w studiach nagraniowych, telewizyjnych i tak dalej, i tak dalej. Dziś o tej technologii mało kto już pamięta.

Napęd Zip – Wprowadzony w roku 1994, czyli w czasach, kiedy rządziły dyskietki 1,44 megabajta. Tak – 1,44 megabajta. Wyjaśnienie dla młodszych czytelników: i zdarzało się, że na takiej jednej mieściła się na przykład cała gra. W każdym razie pojawienie się wtedy 3,5 calowych dysków o pojemności 100 MB (!), 250 MB (!!) czy 750 MB (!!!!) było poważnym szokiem. Przeniesienie danych wymagało jednak noszenia ze sobą całego napędu lub obecności tegoż napędu w drugim komputerze, problem zaś polegał na tym, że nie były one specjalnie popularne. A potem pojawiła się płyta CD i wszystko pozamiatała.

Gry Tiger Electronics oraz inne – Gdy jeszcze nie śniło nam sie wszystkim o tych wszystkich PSP oraz innych podręcznych wynalazkach do grania, a pierwsze Game Boye pozostawały i tak kompletnie poza zasięgiem cenowym, rządziły proste przenośne konsolki z wyświetlaczem LCD. W których nie można było zmienić gry. Trzeba było kupić nową, żeby zmienić repertuar. Proste gierki z serii Tiger dawały możliwość pokierowania drużynami NBA, MLB, zagrania Terminatorem, etc. A jeszcze bliższe nam były, ekhm, ”konsole” sprowadzane zza wschodniej granicy. Wilk łapiący spadające jajka, kucharz łapiący spadające jajka, proste czarno-białe wyścigi, a wszystko to okraszone wspaniałymi soundtrackami, które w formie pisanej można przedstawić następująco: trrrit-trrrrrrrit-trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrit.

ICQ – Komunikator, który zmienił świat przez samo to, że był właśnie komunikatorem. Nagle ci, którzy mieli pojęcie o jakichś magicznych, zachodnich komputerowych sztuczkach zyskali możliwość tekstowych pogaduszek z innymi, którzy mieli pojęcie o jakichś magicznych, zachodnich komputerowych sztuczkach. To była prawdziwa rewolucja. A później pojawił się Skype ze swoim VoIP (Voice over Internet Protocol), czyli połączeniami głosowymi, jeszcze później także programy obsługujące wideo i popularność ICQ prysnęła niczym sen złoty.

Friendster – Dawno, dawno temu, jeszcze przed Facebookiem, Twitterem czy nawet MySpace, powstał taki portal społecznościowy. Dokładniej – dekadę temu. Rok później, w 2003, Google zauważyło potencjał Friendstera i złożyło jego szefom ofertę wykupu firmy za 30 milionów dolarów. Została ona odrzucona i do dziś uważa się tę decyzję zarządców Friendstera za jedną z większych pomyłek w dziejach Doliny Krzemowej. Ten serwis zapoczątkował modę na portale społecznościowe, jednak szybko został wykończony przez konkurencję. Wprawdzie istnieje do dzisiaj, ale już tylko jako strona zrzeszająca azjatyckich graczy komputerowych.


podobne treści