news

Kieszonkowy rzutnik z Androidem na pokładzie jest wyjątkowo nietrafionym gadżetem

Gadżet o nazwie Tursion TS-102 w teorii wydaje się być świetnym urządzeniem, jednak w rzeczywistości jest pełen sprzeczności.

Zasilany akumulatorem Tursion TS-102 został wyposażony przez producenta w dwurdzeniowy 624-megahercowy procesor, dwa porty USB (jeden z nich w wersji mini), wejście na głośniki oraz 8GB wbudowanej pamięci, którą można rozszerzyć dzięki miejscu na kartę MicroSD. Gadżet wyświetli obraz o przekątnej 100 cali i rozdzielczości 800×600 pikseli. Nad poprawnością działania wymienionych podzespołów czuwać będzie leciwy Android w wersji 2.1. Tyle z bebechów, natomiast jak działa sam kieszonkowy rzutnik?

Tutaj zaczynają się schody. Niewielkie rozmiary Tursion TS-102 zachęcają do zabrania go w miejsce, w którym z chęcią obejrzelibyśmy „na szybko” film: u znajomego nieposiadającego telewizora lub z z naszą lepszą połówką pod namiotem. Czar urządzenia pryska w momencie, w którym dowiadujemy się o jego najistotniejszych cechach.

Pierwszą wadą jest akumulator, który pozwala na wyświetlenie maksymalnie 80-minutowego materiału – to zdecydowanie za mało dla większości filmów, na dobrą sprawę tylko dwa odcinki Pitbulla da się obejrzeć. Również wynosząca 20 lumenów jasność obrazu pozostawia wiele do życzenia.

Gwoździem do trumny jest cena Tursion TS-102 wynosząca 450 dolarów. [Engadget]

podobne treści