newsWiadomość główna

Katastrofalna dyrektywa zatrzymana (na razie)!

Parlament Europejski, niewielką większością głosów, odrzucił destrukcyjny dla Internetu projekt dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Na uwagę zasługuje fakt, że polscy eurodeputowani w przeważającej większości głosowali przeciwko przyjęciu do dalszych prac dyrektywy w formie, w jakiej wróciła ona z komisji JURI. Głosujący w komisji za przyjęciem artykułów 11 i 13 europoseł Zwiefka z PO nie wziął udziału w dzisiejszym głosowaniu.

Nie wiem, czy europosłowie przestraszyli się protestów społecznych na skalę ACTA, pomogła nasza presja na poszczególnych europosłów, czy po prostu zapoznali się oni z tym, nad czym mieli głosować i dotarło, że art. 11 i 13 będą miały katastrofalne konsekwencje. Powód w zasadzie nie jest istotny, ważne, że prace nad dyrektywą w takim kształcie, w jaki proponowała ją komisja, zostały zatrzymane.

Ale nie na długo, ponieważ dzisiejsze głosowanie nie kończy sprawy. Już na przełomie sierpnia i września temat dyrektywy wróci pod obrady wraz z możliwością zgłaszania poprawek, tym razem na forum Parlamentu Europejskiego. A dyrektywa zostanie w jakiejś formie uchwalona, ponieważ zbyt dużo sił chce zmian w tym zakresie.

Parafrazując Bogusława Chrabota, naczelnego Rzeczpospolitej i bodaj największego w Polsce zwolennika wprowadzenia art 11 i 13 w proponowanym kształcie, który najwyraźniej nie uczy się na błędach popełnionych przez hiszpańskich czy niemieckich wydawców, to zbyt ważna sprawa, by korporacyjny lobbing zwyciężył.

Wolność dzielenia się informacją jest podstawą istnienia Internetu. Mądre prawo musi chronić nie tylko to, na co znak copyright nakleją koncerny medialne, ale też nasze prawa jako obywateli. Nie wspominając już o tym, że podatek od linków, czy filtrowanie naszych wypowiedzi w poszukiwaniu potencjalnych naruszeń praw autorskich to bardzo złe pomysły.

Przestrzegałbym więc autorów zmasowanej propagandy o pokrzywdzonych artystach, którzy zupełnym przypadkiem praktycznie zawsze reprezentowani są przez ogromne korporacje medialne przed złudną nadzieją, że do jesieni sprawa rozejdzie się po kościach i i tak przepchną ją po swojej myśli – my nie składamy broni i walczymy dalej.

Zdjęcie: własne

podobne treści