nauka

Jest ryzyko jak 1 do 8, że katastrofalna burza słoneczna wystąpi przed rokiem 2020

Ziemia ma 12,5% szans na to, że ucierpi z powodu ogromnej erupcji na Słońcu w ciągu najbliższej dekady. Jeśli tak by się stało, zniszczenia byłyby ogromne a usuwanie zniszczeń potrwałoby dziesięć lat.

Takie ekstremalne erupcje zdarzają się niezwykle rzadko. Ostatnia burza słoneczna, nazwana od nazwiska odkrywcy Carrington Event, miała miejsce ponad 150 lat temu i była najsilniejszym tego typu zdarzeniem, jakie zostało odnotowane.

To, że prawdopodobieństwo pojawienia się konkurenta do tytułu najsilniejszej burzy słonecznej w ciągu najbliższych 10 lat jest większe niż 10%, zaskoczyło astrofizyka Pete’a Riley’a, pracującego w ośrodku badawczym w Kalifornii, który opublikował swoje wyliczenia w Space Weather 23 lutego.

„Nawet jeśli nie wzięliśmy pod uwagę jednego czy dwóch czynników, prawdopodobieństwo jest dużo większe niż myślałem” – stwierdził Riley.

Słońce przechodzi przez jedenastoletnie cykle wzmożonej i obniżonej aktywności. Podczas maksymalnej aktywności Słońca, pojawiają się na jego powierzchni wiry, a ogromne flary słoneczne wystrzeliwane są w przestrzeń. Czasami flary te wystrzeliwane są z taką siłą, że wędrują przez przestrzeń, niosąc ze sobą naładowane cząsteczki. Po dotarciu do Ziemi powodują one burze magnetyczne.

Małe eksplozje na Słońcu zdarzają się całkiem często, jednak bardzo duże pojawiają się nieregularnie. Riley oparł swoje szacunki na danych historycznych i relacji pomiędzy wielkością eksplozji a czasem, w którym następowała.

Największym zdarzeniem tego typu była burza magnetyczna z roku 1859. Tuż po jedenastej 1 września 1859 angielski astronom amator Richard Carrington zaobserwował ogromną burzę słoneczną i wybuch na powierzchni Słońca, który wystrzelił w kierunku Ziemi obłok plazmy, który dotarł do naszej planety po 18 godzinach.

Kiedy uderzył w atmosferę, spowodował pojawienie się ogromnych zórz polarnych, które, wbrew nazwie, obserwowane były na Kubie, Hawajach czy w północnym Chile. Zorze może i są piękne, jednak naładowana magnetycznie plazma była piekłem dla urządzeń elektrycznych. W 1859 roku stacje telegraficzne stawały w płomieniach, ich sieci ucierpiały w znaczący sposób a urządzenia mierzące pole magnetyczne wyskoczyły poza skalę.

Podobne zdarzenie miałoby katastrofalne konsekwencje w dzisiejszym świecie. Podobna burza magnetyczna mogłaby uszkodzić sieci energetyczne, zakłócić działanie GPSu lub całkowicie odciąć łączność radiową na Ziemi.

Dla przykładu podczas mniejszej burzy magnetycznej w 1989 roku, w ciągu 90 sekund została uszkodzona sieć energetyczna w Quebecu, co pozbawiło milionów ludzi zasilania na dziewięć godzin.

Potencjalne zniszczenia, które może wywołać burza magnetyczna podobnej wielkości co w 1859 roku, szacowane są, w samych tylko Stanach, na 1-2 tryliony dolarów, w pierwszym roku usuwania skutków.

„Długoterminowe skutki obejmowałyby prawdopodobnie przerwy w transporcie, telekomunikacji, unieruchomienie systemu bankowego, finansowego oraz agencji rządowych; załamanie dystrybucji wody pitnej z powodu awarii pomp; stratę dużej części żywności oraz leków z powodu barku lodówek,” cytując raport amerykańskiego National Research Council.

„Ale taki scenariusz jest tylko najgorszym z możliwych, istnieją też inne” – twierdzi Robert Rutledge, szef biura prognoz NOAA/National Weather Service Space Weather Prediction Center. Straty mogą być jednak mniejsze, ponieważ przedsiębiorstwa energetyczne świadome są zagrożenia i mogą podjąć pewne działania by im zapobiec.

„To trochę jak patrzenie na zbliżający się cyklon, nie wiedząc z jaką siłą uderzy w Twoją łódź” – podsumowuje Rutledge.


podobne treści