biznesgrywtf

Jeśli „Space Marine” to tylko od Games Workshop?

Games Workshop nie jest firmą, którą zazwyczaj kojarzymy z trollowaniem. Ot, angielski producent świetnych gier bitewnych i RPG, który ostatnimi czasy flirtuje z grami komputerowymi. Sam spędziłem sporo czasu dopieszczając swoje armie, a stary Warhammer był jednym z pierwszych systemów RPG, w jaki miałem przyjemność grać. Tym bardziej przykro słuchać o tym, co ostatnio wyprawia się przy Willow Road.

Obsesyjne pragnienie położenia swojej metki na wszystkim co tylko jest możliwe nie ominęło niestety Games Workshop. O ile rozumiem, że jeśli ktoś produkuje podrabiane figurki i sprzedaje je podszywając się pod znaną markę, powinno się z tym walczyć, tak nie mogę pojąć dlaczego Games Workshop postanowiło wyciągnąć wszystkie swoje boltery, organki i lascanony by walczyć z autorką książki science-fiction. Dlaczego? Bo śmiała użyć terminu „Space Marine„.

Zarejestrowany przez angielską firmę znak towarowy „Adeptus Astartes”, w świecie Warhammera 40k, jest oficjalną nazwą jednostek, które w języku angielskim określić można właśnie jako „Space Marines„. Jakież musiało być zdziwienie, M.C.A. Hogarth, autorki ebooka zatytułowanego Spots the Space Marine, kiedy Amazon przestał sprzedawać jej dzieło, ponieważ otrzymał roszczenia od Games Workshop, które, oczywiście w trybie DMCA, twierdziło, że termin „Space Marine” należy do nich. I kropka.

Problem polega na tym, że jest normalne połączenie przymiotnika z rzeczownikiem powstałe na takiej samej zasadzie jak Royal Marines. Games Workshop nie posiada do niego żadnych praw. Właściwie to w literaturze science-fiction Kosmiczni Marines obecni są dużo dłużej niż istnieje GW. Pierwsze użycie terminu „Space Marine” pojawia się już w latach 30tych XX wieku, nikt wtedy nawet nie myślał o zakładaniu Games Workshop. Swoimi działaniami angielska firma stara się zawłaszczyć pomysł, który sami podpatrzyli u kogoś innego.

Kolejnym problemem związanym z tą sprawą jest to, że Amazon wcale nie musiał wstrzymać sprzedaży, ponieważ całe żądanie było obarczone podstawowym błędem formalnym – DMCA, jak głupie by nie było, dotyczy praw autorskich a nie znaków towarowych.

Ale najgorsze w tym wszystkim jest stosowanie przez Games Workshop najgorszego rodzaju podwójnych standardów – z kobietą, która wydała ebooka będziemy walczyć wszelkimi sposobami, ale Blizzarda czy producentów serii Starship Troopers zostawimy w spokoju (tak, tak, tam również pojawiają się Kosmiczni Marines). Oni mają środki by walczyć i ewentualnie oddać, a Hogarth twierdzi, że nie ma na adwokata, dlatego będzie musiała odpuścić sobie walkę z GW…


podobne treści