gry

Jedne z najbardziej niedocenionych gier wideo

Takie perełki rzucone przez wieprze. Wieprze, czyli część graczy i krytyków, którzy się na tych perełkach nie poznali.

Brutal Legend

Wielkie dzieło Tima Schafera (tak, tego od ”Monkey Island”): głos Jacka Blacka jako głównego protagonisty, przaśny klimat teledysków powermetalowych pełnych smoków i skórzanych spodni, pojawiające się gwiazdy ciężkiego grania takie jak Ozzy Osbourne, Rob Halford (Judas Priest) czy Lemmy (Motorhead). Jasne, było też kilka niedociągnięć, ale ta gra z pewnością nie zasłużyła na to, by sprzedawać się tak samo jak w Polsce płyty Ich Troje jeszcze w czasach świetności tego zespołu. Ha, świetności.

Call of Juarez: Bound in Blood

Czy Red Dead Redemption jest lepsze? Tak. CoJ: BiB to jednak wciąż kawał przyzwoitej gry, która miała wszystko lub niemal wszystko, by stać się światowym hitem. A tak, niestety, do dziś funcjonuje w cieniu konkurencyjnej produkcji Rockstara.

Saint`s Row

Tak samo zresztą jak i seria Saint`s Row, która na każdym kroku musiała się mierzyć z porównaniami do okrętu flagowego Rockstarowej armady czyli do ”GTA”. Mało kto jednak zauważał, że SR nie tylko wyróżnia się z zalewu klonów i podróbek, ale też znakomicie grałoby się w nią nawet wtedy, gdyby żadna z części GTA nie ujrzała nigdy światła dziennego. Do tego seria ta ma w sobie coś, co hit Rockstara utracił gdzieś w okolicach GTA IV – dużo ironicznego dystansu do siebie, co sprawia, że rozgrywka jest jeszcze przyjemniejsza.

Godfather II

Ta produkcja musiała z kolei walczyć z porównywaniem jej do filmowego oryginału. Tego, z którym porównanie wytrzymuje ogólnie rzecz biorąc niewiele rzeczy na całym świecie. Gdzieś tam wszystkim umykało, że to nie kolejna część filmowej sagi Francisa Forda Coppoli, ani kolejna powieść Mario Puzo, a po prostu gra wideo. I to naprawdę nie najgorsza.

Braid

Tak, wiem, produkcja Jonathana Blowa z założenia była niezależna i undergroundowa, więc ciężko jest mówić tutaj o tym, że nie została doceniona. A jednak – moim zdaniem ”Braid” jest na tyle oryginalny i genialny w swym pokręceniu, że zasługuje na to, aby poznał go cały świat. I tak jak zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy nie przebije się do zbiorowej świadomości, choćby ze względu na oprawę graficzną (aczkolwiek przykład ”Minecrafta”…)

…tak samo wierzę w to, że jednak powinien. A już po przejściu całości, przeczytajcie sobie oficjalną interpretację fabuły gry (tę z ”Projektem Manhattan”) i  oddajcie minutą ciszy hołd wyobraźni Jonathana Blowa.

Psychonauts

Kolejna produkcja Schafera. Znakomicie przyjęta przez krytyków platformówka, która zdobyłą małe, aczkolwiek niezmiernie wierne i oddane grono fanów (zalicza się do nich między innymi ”Notch” Persson). Sprzedała się jednak zaledwie w 100 000 egzemplarzy, co było jednym z powodów, dla których wydawca gry, firma Majesco zamiast przewidywanych 20 milionów dolarów zysku, zamknęła rok fiskalny z 18 milionami strat. Ten Schafer to nie ma jednak szczęścia. Albo ludzkość nie jest jeszcze gotowa na ambitne gry.

Killer Instinct: Gold

Znakomita bijatyka, ze świetnie zaprojektowanymi postaciami, a przy tym również postaciami, które normalnie w takich grach się nie zdarzają: jak wilkołak czy gargulec. Dlaczego się nie przyjęła? No właśnie, dlatego że była inna. Jednak miłośnicy ”mordobić” czy FPS-ów najczęściej wybierają takie gry, w które już grali. Choć nazywają się i wyglądają za każdym razem nieco inaczej.

Eternal Darkness: Sanity Requiem

Horror tak straszny, że mógłby doprowadzić do zawału nawet tych co bardziej obytych z grami, które mają przerażać. Zarazem chyba pierwsza w historii prawdziwie ”dojrzała” produkcja Nintendo dla dorosłych. Niedojrzała do tego typu eksperymentów okazała się jednak szara masa kupujących, co skończyło się naprawdę żenującym wynikiem ”Eternal Darkness” – gra sprzedała się w zaledwie 20 000 egzemplarzy. Tak samo rynku nie podbiły (a powinny były) produkcje szwedzkiego studia Frictional Games – ”Penumbra” i ”Amnesia”. Wyprodukowane bez wielkiego budżetu, za to z wielkim wyczuciem jeśli chodzi o budowę klimatu, naprawdę przerażają. I to nawet mimo tego, że przez większą część czasu gry wcale nie widać ścigających naszego bohatera potworów. Choć ze względu na brak oszałamiającej grafiki nie udało im się podbić rynku.


podobne treści