news

Jednak nabijają się z penisów

Wiele mówiło się o prywatności pasażerów prześwietlanych na lotniskach skanerami rentgenowskimi. Długo w ogóle wahano się, czy je wprowadzić, właśnie ze względu na zachowanie intymności. Bezpieczeństwo wzięło górę, a, jak się okazuje, strażnicy z lubością to wykorzystują.

Ronaldo Negrin, (już były) pracownik amerykańskiego Urzędu Bezpieczeństwa Transportu (TSA) najwyraźniej nie został przez naturę hojnie obdarzony. Jego koledzy z pracy dowiedzieli się o tym podczas ćwiczeń na jednym ze skanerów. I nie omieszkali z tego zażartować. Negrin poczuł się tym tak dotknięty, że puściły mu nerwy.

Według policyjnego raportu, dopadł jednego ze swoich kolegów na parkingu dla pracowników. Tam najpierw siłą zmusił go do uklęknięcia i przeproszenia, a następnie zaczął walić go po plecach i ramionach służbową pałką.

Oczywiście, Negrin miał pecha. Pracownicy lotniskowej ochrony z reguły nie znają osobiście pasażerów. A obsługa skanera siedzi w osobnym pomieszczeniu tak, aby zachować anonimowość skanowanej osoby. Ale morał z tej opowieści brzmi: tak, ochrona lotniskowa nabija się z małych penisów. I jak tu się nie krępować? [matt buchanan/giz, Miami Herald, Boing Boing]


podobne treści