naukaWiadomość główna

Jak wyglądałaby Ziemia po „regionalnym” konflikcie jądrowym?

Filmowcy niejednokrotnie raczyli nas już wizjami atomowej zimy, ale ilość dostępnych opracowań naukowych na ten temat jest raczej ograniczona. W jednym z najnowszych zespół amerykańskich klimatologów postanowił opracować model zmian klimatycznych, które zaszłyby w wyniku „regionalnej wojny atomowej”.

Okazuje się, że choć wojna taka mogłaby mieć miejsce bardzo daleko, jej wpływ na klimat całej naszej planety byłby bardzo duży. W swoim modelu amerykańscy naukowcy przyjęli, że tym „ograniczonym konfliktem atomowym” byłaby wojna pomiędzy Indiami a Pakistanem. Na potrzeby symulacji przyjęli oni, że obie strony zrzuciłyby na subkontynent indyjski 100 głowic bojowych, z których każda miałaby moc porównywalną do bomby zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę (czyli w sumie bardzo mało, jak na dzisiejsze możliwości konstruktorów bomb atomowych).

Wybór akurat tych dwóch krajów wydaje się nie być do końca sprawiedliwy, ale nie o wytykanie palcem w tym wypadku chodziło, a o pokazanie konsekwencji „małej” wojny atomowej – zarówno Indie, jak i Pakistan, dysponują relatywnie małymi arsenałami atomowymi, zwłaszcza jeśli porówna się je do ilości głowic, jakimi dysponują USA, Rosja czy Chiny. Jeśli konsekwencje „regionalnej wojny atomowej” byłyby odczuwalne na całym świecie, konflikt atomowy pomiędzy krajami dysponującymi tysiącami głowic byłby jeszcze gorszy.

Przeprowadzona przez amerykańskich klimatologów symulacja wykorzystywała współczesne modele, z których korzysta się podczas prognozowania wpływu działalności człowieka na zmiany klimatu. Gdyby doszło do „małego” konfliktu atomowego, jego efekty przedstawiałyby się następująco:

  • Na skutek wybuchu założonej ilości głowic atomowych, do atmosfery dostałoby się 5 milionów ton czarnego węgla, który absorbowałby energię słoneczną powodując ochłodzenie klimatu. Co prawda większość pozostałaby w atmosferze jedynie kilka tygodni, ale i tak konsekwencje można byłoby odczuć na całym świecie.
  • Po roku od wybuchu ostatnich bomb, średnia temperatura na Ziemi obniżyłaby się o około jeden stopień Celsjusza. Po pięciu latach nasza planeta byłaby średnio już trzy stopnie chłodniejsza niż przed konfliktem. Później Ziemia zaczęłaby się stopniowo ogrzewać, ale po dwudziestu latach od  zakończenia atomowej wojny byłaby i tak średnio chłodniejsza o jeden stopień niż przed konfliktem.
  • Obniżenie średniej temperatury przełożyłoby się na ilość opadów. Po pięciu latach od zakończenia wojny, średnia ilość opadów na Ziemi byłaby mniejsza aż o 9 procent. Po 26 latach nasza planeta otrzymywałaby nadal 4,5 procent mniej opadów niż przed wojną.
  • Niższe temperatury, to krótsza wegetacja. W zależności od regionu, okres wegetacji skróciłby się o 10 do 40 dni. Taki stan utrzymywałby się przez co najmniej 6 lat po wojnie.
  • Na konflikcie atomowym ucierpiałaby także warstwa ozonowa, która chroni nas przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym. Po pięciu latach od zakończenia wojny byłaby ona o 20 do 25 procent mniejsza niż obecnie. W ciągu kolejnych pięciu lat zaczęłaby się ona regenerować, ale nadal byłaby ona o 8 procent cieńsza niż dziś. Zmniejszenie warstwy ozonowej, poza oczywiście zwiększeniem ryzyka raka skóry, doprowadziłoby też do zmniejszenia zbiorów. Według ubiegłorocznych szacunków organizacji International Physicians for the Prevention of Nuclear War w efekcie głodu wywołanego wojną, w której wykorzystano by 100 głowic jądrowych, na całym świecie zmarłyby 2 miliardy osób.

Jak widać efekty konfliktu jądrowego, nawet jeśli miałby miejsce na drugiej półkuli, byłyby odczuwane przez wszystkich mieszkańców naszej planety. Naukowcy, którzy przeprowadzili tę symulację mają nadzieję, że przyczyni się ona kiedyś do tego, że państwa, które dysponują obecnie około 17 tysiącami głowic atomowych, zdecydują się pozbyć swoich arsenałów atomowych.

Zdjęcie: Flickr/Pierre J.


podobne treści