programy

Jak Winamp wyparował z naszych komputerów?

W tym roku swoje 15 urodziny obchodzi niegdyś wiodący na rynku odtwarzacz plików multimedialnych Winamp. Przez ten dość długi czas zaliczył kilka wzlotów i upadków, przechodząc płynnie ze statusu niemal obowiązkowego wyposażenia każdego komputera do zapomnianego (no, prawie) reliktu przeszłości. Gdzie popełniono błąd?

Z odpowiedzią na to pytanie pospieszył amerykański (i dość popularny) serwis Ars Technica. Warto zacytować jej fragmenty (całość, dość zresztą rozległą, znajdziecie w źródle).

Przed pojawieniem się Winampa, jedynymi względnie dobrymi odtwarzaczami na rynku były Windows Media i Real Player. Niemniej – żaden z nich, w połowie lat dziewięćdziesiątych, nie posiadał wsparcia dla playlist, skórek (co dziś byłoby niewyobrażalnej) oraz pokaźnej liczby efektów wizualnych, z którymi mieliśmy już wówczas do czynienia w Winampie. Co więcej, żaden z nich nie był też tak „ciasno” i efektywnie napisany jak właśnie on. Nawet dziś instalator odtwarzacza w wersji na Maki waży ledwie 4.2MB, podczas gdy przeznaczony na te urządzenia iTunes jest aż 170MB-owym grubasem.

Windows Advanced Multimedia Products (WinAMP) player został wypuszczony na rynek kwietnia 1997 roku. Rok później, kiedy jego firma-matka NullSoft rzeczywiście stała się w pełni legalnym przedsiębiorstwem, Winamp przekształcono w 10-dolarowy shareware. Wiem co powiecie – na shareware zarabia się tyle co nic, ale przykład Winampa zaprzecza tej tezie.

Nic się nie psuło [gdy nie płaciłeś], nie było też żadnych funkcji, które po uiszczeniu opłaty nagle się odblokowywały – twierdzi Rob Lord, były dyrektor generalny NullSoftu. W roku poprzedzającym przejęcie naszej firmy zarobiliśmy na opłatach za licencję Winampa 100 tysięcy dolarów.

Winamp dość szybko po swoim debiucie podbił serca użytkowników i okazał się wielkim przebojem, w dużej mierze przyczyniając się do popularyzacji tzw. „empetrójek”, które od momentu pojawienia się odtwarzacza na rynku stały się przyjaźniejsze w obyciu, obsłudze i magazynowaniu. Tak ogromnym przebojem, że w czerwcu 1999 roku AOL przejął firmę za około 80-100 milionów dolarów. Bajka, która wówczas się rozpoczęła niestety nie kończy się happy-endem. Dzięki nieudolnemu zarządzaniu swymi zasobami, AOL zdusił kreatywność zespołu Winampa i ostatecznie doprowadził do upadku legendarnego odtwarzacza.

Nie ma żadnego powodu, dla którego Winamp nie mógłby być dzisiaj na pozycji iTunes, wszystko przez niewłaściwe sprawowanie kierownictwa przez AOL, które zaczęło się tuż po przejęciu NullSoftu. Justin Frankel, pierwszy deweloper Winampa stwierdził w jednym z wywiadów, że „ma nadzieję, że w końcu zorientują się, że stopniowo zabijają Winampa i znajdą jakiś sposób na jego naprawienie. AOL jednak zawsze zdawał się topić w bagnie własnej, wewnętrznej polityki, co raczej mu to uniemożliwi”.

Potem, rzecz jasna, pojawił się iTunes i inne bardzo dziś popularne odtwarzacze. W dużym, bardzo dużym uproszczeniu, bo przecież historia jednego z najsłynniejszych playerów świata jest znacznie bardziej kompleksowa niż mogłoby to wynikać z tych kilku powyższych fragmentów (dlatego najlepiej przeczytać artykuł w całości – na Ars Technica). W każdym razie smutna to historia i prowokuje do zadania dwóch pytań – po pierwsze: dlaczego? (lub: jak żyć?), a po drugie: z jakiego odtwarzacza na co dzień korzystacie wy i dlaczego nie jest to Winamp?


podobne treści