wtf

Jak Hollywood i media widzą hakerów

Jeszcze całkiem niedawno Donald Tusk i spółka usiłowali podpisać ACTA, Anonymous bawili się w DDoS-owanie stron rządowych, a w mediach zaroiło się od ekspertów stojących po jednej lub drugiej stronie barykady, to znaczy albo po stronie państwowej, albo tej drugiej, która nie chciała zgodzić się na cenzurowanie internetu. Oprócz samego ”ACTA” najpopularniejszym słowem używanym przez wszelakie środki przekazu było ”haker” lub jego liczba mnoga. Hakerzy to, hakerzy tamto… I tak w kółko. Oczywiście zbiorcze nazywanie Anonimowych hakerami jest równie bezpodstawne co wiara niektórych ludzi (tak, oni naprawdę tak uważają!), że światem rządzą ludzie-jaszczury. Dziennikarze swój obraz hakera czy innego crackera (nie ma to zresztą dla niech większego znaczenia) biorą jak wiadomo z najbardziej wiarygodnego źródła czyli z amerykańskich filmów. I co w nich takiego mogą zobaczyć?

- Normalnym jest, że im więcej człowiek używa klawiatury w swoim życiu, tym sprawniej jest w stanie się nią posługiwać. To oczywista oczywistość. Jako jednak, że scenarzyści wysokobudżetowych lub tych nieco mniej wysokobudżetowych produkcji uważają, że ”haker” (od tego momentu nazwa ta będzie używana wyłącznie w cudzysłowie) spędza przed monitorem całą dobę, każdego dnia, jego palce powinny śmigać po klawiaturze z prędkością światła. Taką która nie jest w stanie umożliwić wpisanie jakiejkolwiek komendy nawet najbardziej doświadczonej stenografistce. ”Hakerzy” w filmach stukają gdzie popadnie, co dla wszystkich choć trochę rozgarniętych jest raczej powodem do śmiechu niż podziwu dla ich umiejętności. A potem powstają takie prześmiewcze zabawki sieciowe jak Hacker Typer.

- ”Hakerzy” są kompletnie nieprzystosowani społecznie. Co zresztą wcale nie zdziwi, jako że nigdy nie odchodzą od swoich komputerów (patrz punkt powyższy). W związku z czym są grubymi mężczyznami o przetłuszczonych długich włosach, mieszkającymi razem ze stosem monitorów w piwnicy rodziców. Nie mają żadnego hobby, nie zażywają ruchu, nie zarabiają żadnych pieniędzy (chyba że czasem podnajmując komuś swoje niebagatelne umiejętności). Jeśli nie są otyłymi nerdami, to bywają z kolei patykowato chudą, ale równie nieprzystosowaną Lisbeth Salander.

- To co napisałem wyżej, to jednak tylko jeden z obrazów. Drugi przedstawia ”hakerów” jako romantycznych buntowników przeciwko systemowi, pięknych, wysportowanych (Johnny Lee Miller i Angelina Jolie w ”Hackers”) – motocykle, skoki na bungee, te sprawy. A więc albo otyłość i chorobliwa agorafobia, albo bycie obiektem podziwu jednych nastolatków i pożądania drugich. Oczywiście nie ma między tym żadnej opcji pośredniej.

- Nie można być ”hakerem” bez odpowiednio brzmiącego pseudonimu. Odpadają wszelkie wariacje na temat osiedlowych ksywek w rodzaju ”Siwego” czy ”Seby”. Prawdziwy ”haker” musi nazywać się Crash Override aka Zero Cool (jak wspomniany już Johnny Lee Miller), Acid Burn (Jolie) czy ich koledzy po fachu: The Phantom Phreak, Cereal Killer, Lord Nikon lub Plaga. No cóż.

- Prawdziwi ”hakerzy” posiadają też nadprzyrodzone niemal moce. Stanley Jobson z ”Kodu Dostępu” mówił, że ”po prostu widzi hasło”. Tak, po prostu je widzi. Co nie dziwiłoby w momencie, gdyby brzmiało ono ”admin”, ”admin1” czy ”hasło”, ale w przypadku baz danych Pentagonu, do których się włamywał, prawdopodobieństwo czegoś takiego było raczej nikłe. Zresztą, co jest kolejnym zabawnym motywem, żeby tylko spróbować swojego szczęścia – czy to chodzi właśnie o Pentagon, Departament Stanu czy jakiekolwiek zasoby bankowe – wystarczy tylko wejść na odpowiednią stronę, na przykład www.serwerypkobp-tegdzietrzymamypieniadzeklientow.pl i spróbować swojego szczęścia w zgadywaniu klucza. Takie to proste.

- Każdy ”haker” może się włamać wszędzie, gdzie tylko ma na to ochotę. I zawsze mu to wychodzi. Jedynym powodem, dla którego nie przejęli oni władzy nad światem jest to, że po prostu im się nie chce i są w garażach rodziców zajęci oglądaniem po raz pięćsetny ”Gwiezdnych Wojen” na DVD.

Tak właśnie widzą hakerów, czy właśnie raczej ”hakerów” amerykańscy scenarzyści. Co sprawia, że tak ich widzą nasze przefachowe media. Te zaś z kolei mają wpływ na zdecydowaną większość społeczeństwa. Nie ma się zatem co dziwić, iż rzeczony haker pozostaje w jego wyobraźni jakimś niemalże mitycznym potworem.


podobne treści