news

iPad to nie laptop

Kawiarenka Cafe Grumpy to jedno z najbardziej znanych miejsc na kawę w Nowym Jorku. Słynie z dwóch rzeczy: można w niej dostać fantastyczną kawę i…zabroniono w niej korzystać z laptopów. Aż trudno w to uwierzyć. 

Trzeba było to widzieć na własne oczy – ludzie wrócili do rozmawiania ze sobą. To znaczy, że zamiast siedzieć ze wzrokiem twardo utkwionym w ekranie swojego komputera, z twarzą oświetloną jedynie charakterystycznym, niebieskawym blaskiem (metodycznie sięgając po kubek z kawą), ludzie zaczęli się ze sobą porozumiewać. Kawiarenka tętniła życiem, nie było, gdzie wetknąć szpilki. 

Takiego czegoś nie widziano już od długiego czasu, a na pewno nie w Nowym Jorku. Kiedyś (przynajmniej zanim laptopy stały się lekkie, tanie i powszechne) przychodziło się do kawiarni na kawę i na pogaduchy. Albo żeby poczytać sobie ulubioną gazetę. A laptopy – trzeba przyznać to otwarcie – wyciągały życie z takich miejsc. Fascynującym przeżyciem było móc zobaczyć na własne oczy tyle ludzi rozmawiających między sobą i nie interesujących się przez chwilę swoimi gadżetami. 

No dobrze, ale ten cały wywód doprowadził nas do bohatera z nagłówka artykułu, czyli do iPada. Jest większy niż telefon, mniejszy od laptopa, ale potrafi przeglądać strony, ma książki, odtwarza video. Gdzie go zakwalifikować? Do jakiej grupy urządzeń należy? Czy znajdzie się na niego miejsce w tej nowopowstałej wczoraj krainie bez laptopów? Właścicielka Cafe Grumpy, Caroline Bell, nie ma jednak złego zdania o iPadzie. Jej sposób myślenia może wydać się zaskakujący wobec nałożonego zakazu:

iPad mogą przyczynić się do wielu ciekawych i inspirujących rozmów. Nie ma ich zbyt wiele i, gdy pojawiłby się jakiś jeden egzemplarz, ludzie na pewno zaczęliby o nim rozmawiać jeszcze więcej. Poza tym nie zajmują zbyt wiele miejsca i nie tworzą fizycznej bariery między człowiekiem i światem. Nie zamierzam ich umieszczać w moim zakazie.

Ciekawe tylko, ile potrwa, gdy iPady znajdą się na czarnej liście Cafe Grumpy.


podobne treści