styl życiawtf

Hollywoodzkie mity na temat komputerów

1. Każdy obraz można wyostrzyć. Niezależnie od tego jak niewyraźny jest obraz z kamery lub zdjęcie, wystarczy jeden komputerowy magik z dostępem do specjalistycznego oprogramowania był wszystko stało się nagle przejrzyste jak jezioro Śniardwy, niezależnie od początkowej jakości. Jasne.

2. Zgadywanie haseł do komputera jest najbanalniejszą czynnością na świecie. Bohater dziarsko próbuje zgadnąć hasło. Za pierwszym razem mu się nie udaje. Za drugim razem również mu się nie udaje. Zanim będzie usiłował wklepać je po raz trzeci, pomyśli głęboko, rozejrzy po pomieszczeniu, przypomni sobie, jak miał na imię właściciel maszyny, jego żona, spojrzy na napis na kubku stojącym na biurku, zauważy psa i jego imię również sobie przypomni… Któraś z tych opcji na pewno okaże się prawidłowa.

3. Awarie systemu powodują eksplozje. Jak wiadomo, komputery potrafią przestać funkcjonować w sposób efektowny. Ale w świecie rzeczywistym nigdy aż tak efektowny jak w filmach. Tam załatwienie serwera złoczyńców wywołuje natychmiast serię spektakularnych eksplozji, choć nikt nie wie, dlaczego w ogóle miałoby do nich dochodzić.

4. Włamywanie się do systemów komputerów jest czymś, co każdy może zrobić cztery razy gdzieś pomiędzy poranną kawą a lekturą gazety. Niestety, panowie scenarzyści, nie jest to aż tak proste.

5. Każdy jest posiadaczem Maca. Apple ma świetny dział marketingu, jego produkty ładnie wyglądają, więc nie ma się co dziwić, że niemal każda postać pojawiająca się na ekranie jest posiadaczem maszyny z jabłkiem na obudowie. Jeśli na obudowie nie ma jabłka, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak. Abo ta postać jest naprawdę, naprawdę czarnym charakterem.

6. Wirusy komputerowe są niezwykle wręcz spektakularne. Nie atakują po cichu, robiąc danym brzydkie rzeczy. Co to, to nie. Od razu widać, że komputer został zainfekowany, wirus informuje o tym użytkownika, a potem w sposób graficzny pokazuje mu, jaką sieczkę robi właśnie z jego dysków.

7. Światło monitora zawsze rozświetla twarz użytkownika, nawet w najciemniejszym pomieszczeniu. Czasem na twarzy tej widać nawet dokładnie to, co na ekranie. Czy ci scenarzyści myślą, że ludzie naprawdę używają monitorów napędzanych energią atomową?


podobne treści