biznesinternet

Hackerzy z Bliskiego Wschodu próbowali przejąć kontrolę nad amerykańskimi elektrowniami

Współczesna elektrownia jest dużym zakładem przemysłowym, w którym większość czynności wykonywana jest automatycznie. Ma jednocześnie bezpośredni wpływ na życie wielu osób i bezpieczeństwo energetyczne danego kraju. Nie dziwi więc, że systemy informatyczne elektrowni mogą być łakomym kąskiem dla hackerów.

Tak przynajmniej stało się niedawno w przypadku amerykańskich elektrowni. A dokładniej mogło się stać, gdyby w nie zadziałały odpowiednie zabezpieczenia i cyberataki nie zostały udaremnione. Co prawda odbiorcy elektryczności nie odczuli ich w żaden sposób, ale amerykańscy producenci energii elektrycznej zostali postawieni przez Departament of Homeland Security w stan pogotowia z powodu „wzrastającej wrogiej aktywności skierowanej przeciwko kluczowym elementom amerykańskiej infrastruktury.”

Władze USA nie wiedzą jeszcze czy „wroga aktywność” jest efektem działań obcych rządów czy grup przestępczych. Nikt nie wymienia także konkretnego kraju z jakiego przeprowadzane są cyberataki, poza ogólnym określeniem, że przeprowadzane są one z Bliskiego Wschodu. Władze nie podają także jakie firmy energetyczne zostały zaatakowane. Wiadomo natomiast, że hackerzy byli zainteresowani przejęciem kontroli nad elektrowniami.

Osobiście stawiałbym na Syrię albo Iran – taka mała zemsta za przygotowany przez USA i Izrael Stuxnet, który zniszczył irańskie wirówki do wzbogacania uranu. Ale pewności mieć nie można, zwłaszcza, że ataki na instalacje przemysłowe nie są już czymś niezwykłym. Niedawno wirus komputerowy uziemił tysiące komputerów należących do firmy naftowej Saudi Aramco i Ras Gas, katarskiej firmy z branży energetycznej. W tych przypadkach izraelscy analitycy sugerowali, że za atakami stał Iran.

Zdjęcie: Flickr/dolescum


podobne treści