internet

Grzebanie w webmailu nie narusza prawa do prywatności?

Wydawać by się mogło, że tajemnica korespondencji to rzecz święta. Możliwe, ale najwyraźniej nie dotyczy to korespondencji elektronicznej w Południowej Karolinie.

Sąd najwyższy tego stanu wydał w zeszłym tygodniu wyrok w sprawie włamania do skrzynki poczty elektronicznej. Sąd orzekł, że działanie żony, która włamała się na skrzynkę webmail Yahoo swojego męża by znaleźć dowody jego niewierności, nie narusza w żaden sposób ustawy chroniącej prywatność. Sędziowie zgodzili się, że postępowanie (byłej) żony było moralnie naganne, ale nie znaleźli podstaw by uznać je za sprzeczne z obowiązującym w tym stanie prawem.

Z jednej strony błaha, „rozwodowa” sprawa, z drugiej każe zastanowić się nad ochroną naszych danych, które przechowujemy w chmurze. A jest ich coraz więcej.

W Polsce coś takiego nie mogłoby mieć miejsca, ponieważ teoretycznie domagać możemy się ścigania osoby, która „bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,” (Art. 267.  § 1 KK). Inna rzecz, że trudno będzie to wyegzekwować.

Zwłaszcza jeśli nasze prywatne informacje znajdować się będą na serwerze w Południowej Karolinie.

[The Verge]


podobne treści