wtf

Google zagraża procesowi pokojowemu na Bliskim Wschodzie

Przynajmniej tak twierdzi wiceminister spraw zagranicznych Izraela Ze’ev Elkin w swoim liście do CEO Google Larry’ego Page’a. Dlaczego? Wszystko za sprawą semantyki.

O co właściwie chodzi? Pierwszego maja tego roku Google w palestyńskich wersjach swoich produktów zastąpiło nazwę „Terytoria Palestyńskie” słowem „Palestyna”. Co dla wiceministra spraw zagranicznych Izraela oznacza niechybnie, że Google uznało istnienie takiego państwa:

“Czyniąc to Google w zasadzie uznało istnienie państwa Palestyńskiego,” czytamy w liście wiceministra spraw zagranicznych Izraela. Swoją drogą wynika z tego, że prywatna firma jaką jest Google może, ale nie musi, uznawać lub nie, istnienia jakiegoś państwa. Ciekawa logika, ale dalej robi się jeszcze zabawniej.

Elkin już kilka dni temu wyrażał się krytycznie na temat zmian w palestyńskich wersjach produktów Google, ale wraz z wysłaniem listu do Page’a przeszedł do bardziej otwartej ofensywy. Wiceminister spraw zagranicznych Izraela uważa bowiem, że swoimi działaniami Google podważa bliskowschodni proces pokojowy.

„W mojej opinii decyzja taka jest nie tylko błędna ale może także negatywnie wpłynąć na wysiłki naszego rządu zmierzające do przeprowadzenia bezpośrednich negocjacji pomiędzy Izraelem a władzami palestyńskimi,” stwierdza dalej Elkin dodając, iż decyzja Google spowoduje, że Palestyńczycy zintensyfikują swoje działania na „jednostronnych akcjach a nie poprzez negocjacje i wspólne porozumienie.”

Już w zeszłym tygodniu rzecznik Google tłumaczył się z tej decyzji twierdząc, że firma konsultowała zmianę nomenklatury z wieloma podmiotami, między innymi z ONZ, ICANN czy z ISO.

Google już teraz jest potężne. Ale żeby zagrażać procesom pokojowym i negocjacjom pomiędzy rządami? Znak czasów. Albo gruba przesada.

Zdjęcie: Flickr/halilgokdal


podobne treści