news

Google jak biali najeźdźcy

W kilka dni po wycofaniu się Google z Chin współzałożyciel koncernu Sergey Brin napomina rząd USA, by walczył o prawa człowieka w Chinach. Nie pierwszy raz Zachód mówi Wschodowi, co i jak powinien robić. Nigdy nie kończyło się to dobrze.

Skąd pewność, że na Zachodzie nie ma cenzury? Mam wrażenie, że istnieje tu tyle mechanizmów ochrony danych i interesów firm i instytucji, że nawet w Chińczykach wzbudziłoby to podziw.

Dziś, gdy Google mówi Chińczykom, co mają robić, przypominają mi się wojny opiumowe. Brytyjczycy chcieli siłą wymóc na Chinach możliwość sprzedawania tam opium. Co ciekawe, na terenie własnego kraju sami zabronili jego sprzedaży, ponieważ uznali opium za substancję szkodliwą i uzależniającą. Ale import tego samego opium do Azji dawał zyski.

Inne przykłady? Spieszę z pomocą! Na Hawajach misjonarze zakazywali surfingu, ponieważ uznali go za zbyt wulgarny. Narzucanie własnego światopoglądu innym to zachodnia tradycja. Na przykład słowa „zysk” i „moje” nigdy nie budziły w ludziach z Zachodu takiego obrzydzenia, jak słowo „komunizm” i „cenzura” (choć w przypadku Tybetu i Tajwanu to Chiny popisały się przerostem chęci posiadania).

Kiedy w 2006 roku Google wchodził na rynek chiński, usłyszeliśmy: „Spytaliśmy się, jak dostarczyć najwięcej informacji jak największej liczbie ludzi? Filtrowanie wyników wyszukiwania nie jest zgodne z naszą misją. Lecz pozbawienie jednej piątej ludności świata wyszukiwarki Google to większe zło.”

Nagle Google wycofuje się z Chin, ponieważ dochodzi do wniosku, że kompromis między ich misją a szkodliwością cenzury nie jest możliwy. Brin powiedział dziś „New York Times”: „Sprzeciwiamy się totalitarnym władzom, które kontrolują przepływ komunikacji”.

Chiny odpowiadają: „Wszystkie kraje ograniczają dostęp do zawartości Internetu – treści pornograficznych, pełnych przemocy, hazardu, nakłaniania do aktów terroryzmu, nawoływania do obalenia rządu, treści rasistowskich, separatystycznych.” Nie sposób temu zaprzeczyć. Choć akurat nie wszędzie – jak w Chinach – za tego typu przestępstwa grozi kara śmierci.

Obawiam się Google z tego samego powodu, co Amerykanie obawiają się Chin. Ponieważ obawiam się, czym może się stać w przyszłości, jeśli jego potęga pozostanie niekontrolowana. Im większa potęga kraju czy korporacji, tym bardziej prawdopodobne, że przejdzie on na stronę zła. I Chiny, i Google powinny o tym pamiętać.


podobne treści


  • Anonim

    Bardzo ciekawy tekst.