internetWiadomość główna

Google Drive: Bezpodstawne obawy o własność plików

Google Drive zainstalowane, przetestowane i co teraz? Można na przykład zacząć zastanawiać się, jak przesyłanie plików na serwery Google Drive ma się do własności tych plików. Zaktualizowana niedawno polityka prywatności Google jest świetną pożywką do tego.

Nie minęły jeszcze 24 godziny od udostępnienia Google Drive a już znaleźli się dociekliwi, którzy wyszukali taki oto paragraf w warunkach korzystania z usług Google:

„Przesyłając materiały w jakikolwiek sposób do Usług, użytkownik udziela firmie Google (i jej współpracownikom) ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie tych materiałów, a także na tworzenie na ich podstawie dzieł pochodnych (na przykład przez wykonanie tłumaczenia, adaptacji lub innych zmian w celu zapewnienia lepszego działania z Usługami). Użytkownik w ramach tej licencji przyznaje prawa w ograniczonym celu obejmującym utrzymywanie, promocję i udoskonalanie Usług oraz tworzenie nowych. Licencja pozostanie w mocy nawet wówczas, gdy użytkownik przestanie korzystać z Usług (dotyczy to na przykład wpisu o firmie dodanego w serwisie Mapy Google). W niektórych Usługach mogą istnieć sposoby uzyskania dostępu do umieszczonych w nich treści oraz usunięcia ich. Ponadto w pewnych Usługach obowiązują warunki lub ustawienia, które zawężają zakres wykorzystania przez nas treści przesłanych do tych Usług. Użytkownik musi mieć niezbędne prawa do udzielenia powyższej licencji na wszelkie materiały, które przesyła do Usług.”

Brzmi strasznie, prawda? Parafrazując znany tekst, który pada w jednej trzeciej amerykańskich filmów „wszystko co zuploadujesz może być wykorzystane na korzyść Google”. I oczywiście od razu zaczęto porównywać ten akapit do warunków korzystania z Dropboxa i SkyDrive, w których jak byk stoi, że właścicielem wszystkich plików jest użytkownik. Problem polega na tym, że „dociekliwi” zdają się mieć wyjątkowo selektywny wzrok, ponieważ paragraf wyżej Google oświadcza, że:

„Niektóre z Usług umożliwiają użytkownikowi przesyłanie treści. Użytkownik zachowuje wszelkie posiadane prawa własności intelektualnej do tych treści. Krótko mówiąc, własność użytkownika nadal nią pozostaje.”

Tu pojawia się problem rozdzielenia własności treści od własności pliku, ponieważ akurat powyższy paragraf napisany jest jak na mnie trochę niezgrabnie. Ale ja prawnikiem nie jestem. Na „chłopski rozum”: Czy dostawca usługi hostingowej na własne życzenie będzie chciał brać odpowiedzialność za miliony plików na swoich serwerach? A jeśli ktoś wgra piracki film, to co? Google będzie się pakowało w sytuację w jakiej aktualnie znajduje się Carpatia Hosting? Przypuszczam, że nie. I głównie dlatego nie martwiłbym się o swoje pliki na Google Drive.

[ZDnet, Business Insider]


podobne treści