naukanews

Geoinżynieria – kiepski pomysł, ale nadszedł na niego czas

Ludzkość przez setki lat nieświadomie zmieniała ziemski klimat. Dlatego niektórzy naukowcy uważają, żeby temu przeciwdziałać, trzeba Ziemię trochę pozmieniać. Tym razem specjalnie. Nazwali się geoinżynierami.

W swojej książce „Hack the Planet” („Zhackować planetę”), Eli Kintisch opisał rozwój geoinżynierii na przestrzeni lat. Przypomina w niej, że choć radykalne grzebanie w naturze wydaje się wymysłem przeciwników Jamesa Bonda, wiele osób zajmujących się tą dziedziną to poważni naukowcy. I nie pragną oni dominacji nad światem. Raczej chcą przeciwdziałać spustoszeniu, jakie sieje ludzkość.

Jak opisuje Kintisch w wywiadzie dla Alexis Madrigal z Wired.com, zasadniczo istnieją obecnie dwa główne nurty w geoinżynierii. Część naukowców uważa, że powinniśmy zmniejszyć ilość promieniowania docierającego do powierzchni Ziemi ze Słońca. W tym celu chcą sprawić, by nasza planeta odbijała więcej energii niż obecnie. Jak to zrobić? Pomysły są różne – od subtelnych, jak pomalowanie dachów wszystkich budynków na biało, aż po radykalne, jak wprowadzanie aerozoli do atmosfery.

Drugim pomysłem jest zmniejszenie efektu cieplarnianego poprzez wyeliminowanie z atmosfery nadwyżki dwutlenku węgla. Ma się to odbywać głównie przez wspieranie natury w tych działaniach, na przykład genetyczne modyfikowanie roślin tak, żeby pochłaniały więcej dwutlenku węgla, albo wspomaganie rozrost alg w oceanach.

W swojej książce Kintisch porównał geoinżynierię do bomby atomowej. W obu przypadkach „ludzie modlą się, by jej nigdy nie użyć, ale jak już się jej użyje, lepiej wiedzieć co się stanie”. Według niego geoinżynieria to „kiepski pomysł, ale nadszedł na niego czas”. Dlatego trzeba ją badać, badać skutki, jakie może przynieść.


podobne treści