ciekawostkinaukanews

Fiolka ze śmiertelnym wirusem zniknęła z ośrodka badawczego w Teksasie

Ups. To się nazywa niedopatrzenie. Amerykanie potwierdzili, że z ośrodka badawczego w Galveston w Teksasie zniknęła fiolka przenosząca wirus gorączki krwotocznej. Czy to początek hollywoodzkiej apokalipsy?

Zdaniem badaczy – na razie nie. Według naukowców wirus może rozprzestrzenić się wyłącznie za pośrednictwem… wenezuelskich szczurów, które są raczej nieobecne poza granicami swego rodzimego państwa. Zgodnie ze słowami badaczy – na razie nie ma dowodów na to, by także amerykańskie lub europejskie gryzonie były zdolne do przenoszenia śmiertelnego wirusa. Na razie. Tym niemniej – Wenezuelczycy powinni mieć się na baczności.

Co być może najważniejsze i chyba najbardziej uspokajające w całej sprawie – według przedstawicieli ośrodka wirusem nie można zarazić się na skutek kontaktu z innym człowiekiem. Miejmy nadzieję, że nagła mutacja nie zmieni tego stanu rzeczy. Co ciekawe, wygląda na to, że kierownictwo ośrodka nie zamierza wyciągać konsekwencji wobec swoich pracowników odpowiedzialnych za zniknięcie fiolki. Ich zdaniem – fiolka mogła ulec zniszczeniu w wyniku… błędu w procesie czyszczenia. Jakkolwiek to nie brzmi, oby tak rzeczywiście było.

W innym wypadku, pozostaje nam wiara w to, że życie nie napisze scenariusza rodem z hollywoodzkich filmów katastroficznych.

Źródło: Gizmodo.com


podobne treści