internetnewsWiadomość główna

Facebook, Twitter, YouTube i Microsoft razem z Unią Europejską będą walczyć z mową nienawiści

Komisja Europejska, wraz z czterema gigantami branży internetowej, ogłosiła wczoraj wspólny plan walki z tzw. mową nienawiści. Przyjął on formę kodeksu postępowania, zgodnie z którym Facebook, Twitter, YouTube i Microsoft zobowiązują się do usuwania w ciągu doby wszelkich jej przejawów z kontrolowanych przez siebie sieci społecznościowych.

Porozumienie jest konsekwencją działań podjętych przez Brukselę w reakcji na zamachy bombowe jeszcze w marcu, kiedy to instytucje UE zobowiązały się do intensyfikacji wysiłków zmierzających do zwalczania propagandy terrorystów w sieci oraz do opracowania wytycznych skierowanych przeciwko tzw. mowie nienawiści we współpracy z branżą IT.

„Niedawne ataki terrorystyczne uświadomiły nam pilną potrzebę podjęcia działań wymierzonych w nielegalną mowę nienawiści online,” stwierdziła w komunikacie prasowym Věra Jourová komisarz ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci. „Niestety media społecznościowe są jednym z narzędzi, które wykorzystywane są przez grupy terrorystyczne do radykalizacji młodych ludzi i szerzenia rasistowskiej nienawiści i przemocy.”

Według wytycznych, które nie są prawem, ale jedynie kodeksem postępowania, którego wymienione korporacje IT trzymać się mają dobrowolnie, to właśnie korporacje będą decydowały o tym, co jest tzw. mową nienawiści, a co nie. Firmy te mają oddelegować do przeglądania treści zamieszczanych przez użytkowników całe zespoły pracowników, których przeglądanie podejrzanych treści i rozstrzyganie zgłoszeń. Według wytycznych, większość zgłoszeń ma zostać rozpatrzona w ciągu 24 godzin i, jeśli zajdzie taka potrzeba, treści z nimi powiązane mają zostać usunięte. Firmy mają też edukować swoich użytkowników w zakresie tego, jakie wypowiedzi są dopuszczalne, a jakie nie, oraz promować „niezależne kontr-narracje”.

Brzmi pięknie, tylko jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Przede wszystkim w wytycznych przedstawiona definicja tzw. mowy nienawiści jest bardzo szeroka, co może prowadzić do wielu nadużyć. I choć wytycznych pojawia się sformułowanie, że ich celem jest promocja wolności słowa w sieci, już teraz organizacje zajmujące się właśnie tym zagadnieniem protestują przeciwko temu rozwiązaniu.

„Prawa dotyczące mowy nienawiści już teraz są w wielu krajach europejskich niejasne i zbyt szeroko ujęte. Porozumienie nie definiuje w odpowiedni sposób czym właściwie jest ‚nielegalna mowa nienawiści’ i nie zapewnia wystarczających gwarancji dla wolności słowa,” mówi Jodie Ginsburg, CEO organizacji Index on Censorship. „Po raz kolejny przekazuje się władze w ręce korporacji, które mają określać co jest mową nienawiści, a co nią nie jest. Posunięcie takie praktycznie gwarantuje, że wolność słowa będzie tłumiona w imię błędnego przekonania, że dzięki temu będziemy bezpieczniejsi. Nie będziemy. Szkodliwe pomysły przeniosą się po prostu do podziemia, gdzie będzie je trudniej monitorować lub obalić.”

Również wcześniejsze działania niektórych sygnatariuszy porozumienia, zwłaszcza Facebooka, nie napawają szczególnym optymizmem. Sieć społecznościowa była oskarżana niedawno o systematyczne tłumienie w USA popularnych treści o charakterze konserwatywnym, a w ubiegłym roku mikrofony wychwyciły też krótką wymianę zdań pomiędzy Angelą Merkel a Markiem Zuckerbergiem, która miała dotyczyć działań podejmowanych przez sieć społecznościową w kontekście kryzysu imigracyjnego. To ostatnie zdarzenie można interpretować na różne sposoby, ale według mnie najważniejsze jest to, że pokazuje ono, po raz kolejny, że wielkie korporacje IT, w imię swoich interesów, są w stanie chętnie współpracować z władzą.

A to niekoniecznie musi kończyć się dobrze dla obywateli.

Zdjęcie: Flickr/jepoirrier


podobne treści