biznesportale społecznościoweWiadomość główna

Facebook: debiut giełdowy pod lupą komisji kontroli giełd

Facebook leci w dół, przynajmniej na giełdzie. Podnoszone są za to oskarżenia o nieuczciwe praktyki podczas debiutu giełdowego sieci społecznościowej. Rusza śledztwo federalnej komisji giełd.

Na giełdowy debiut Facebooka kładły się cieniem problemy techniczne NASDAQ, które powodowały, że maklerzy nie byli w stanie potwierdzić inwestorom czy transakcja została przeprowadzona czy nie. W efekcie w dniu debiutu akcje Facebooka poszły w górę jedynie o 23 centy. A później się zaczęło – drugiego dnia handlu akcjami Facebooka spadły one o prawie 11% do 34,03 dolara za akcję. Wczoraj kosztowały już 31 dolarów. Czyżby entuzjazm inwestorów tak szybko wyparował? Niekoniecznie, na jaw wychodzą coraz dziwniejsze fakty związane z debiutem Facebooka na giełdzie.

Na przykład to, że Morgan Stanley, Goldman Sachs i JP Morgan obniżyły swoje przewidywania odnośnie wyników finansowych Facebooka w tym kwartale oraz dla całego roku 2012. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystkie trzy firmy obsługiwały debiut Facebooka, a swoje szacunki obniżyły na kilka dni przed 18 maja. Powiecie – uczciwa i obiektywna informacja – podali faktyczne dane, pomimo tego, że Facebook im płaci. Nic bardziej mylnego. Problem polega na tym, że informacje o mniejszych niż przewidywano zyskach Facebooka „przekazane zostały ustnie” tylko niektórym inwestorom – tym największym.

Informacje o mniejszych niż zakładano zyskach poważnie studzą zapędy inwestorów, którzy z reguły nie mają wtedy ochoty płacić za akcje jak za zboże. Powstała dziwna sytuacja. Morgan Stanley, który budował dla Facebooka księgę popytu, ustalił, że zainteresowanie inwestorów indywidualnych akcjami Facebooka jest ogromne – byli oni skłonni płacić nawet 40 dolarów za akcję. Natomiast inwestorzy instytucjonalni, ci, do których dotarły informacje o niższych niż zakładano zyskach spółki, chcieli płacić już tylko 32 dolary za akcję.

Ale zamiast obniżyć początkową cenę akcji podwyższono ją i dodatkowo zwiększono jeszcze ilość sprzedawanych akcji. Mało tego, do inwestorów indywidualnych trafił większy niż zazwyczaj procent akcji. Możliwe więc, że cała transakcja została ustawiona w taki sposób, by odpowiednie osoby i instytucje zarobiły na niej jak najwięcej, podczas gdy zapłacić za to mieli drobni inwestorzy.

Amerykańska federalna komisja kontroli giełd (SEC) już zapowiedziała, że przyjrzy się całej sprawie, tak samo zresztą jak wewnętrzny nadzór giełdowy (FINRA). Natomiast prokuratura generalna stanu Massachusetts zapowiada, że przyjrzy się działaniom Morgan Stanley. Robi się ciekawie. W porównaniu z tymi śledztwami piątkowe problemy techniczne NASDAQ będą pestką.

[Ruters, Business Insider]


podobne treści