news

Eksplozja drona miała zabić prezydenta Wenezueli

Wenezuela to dość specyficzny kraj, który chyba jako pierwszy w historii przebył długą drogę od bycia bogatym eksporterem ropy naftowej na początku XXI wieku, do tego, że w ciągu ostatnich lat kilka milionów jego obywateli uciekło z niego z powodu represji i nędzy. Jest też chyba pierwszym krajem, w którym próbowano zabić prezydenta za pomocą wybuchowego drona.

Prezydent Wenezueli, Nicolás Maduro ma wielu wrogów. Nic dziwnego, w końcu w rządzonym przez niego państwie w tym roku stopa inflacji wyniosła 13 779 procent, według szacunków ONZ każdego dnia około 5 tysięcy osób próbuje opuścić Wenezuelę z powodu biedy, a legalność jego rządów jest, delikatnie mówiąc, niepozbawiona kontrowersji. Nie jest więc wielkim zaskoczeniem fakt, że w sobotę miała miejsce próba zamachu na jego życie.

Próba dość wyjątkowa, i gdyby właśnie nie wyjątkowy sposób, w jaki próbowano pozbyć się Maduro, nigdy nie pojawiłaby się ona na naszych łamach. Zamach na prezydenta Wenezueli przeprowadzono bowiem za pomocą dronów załadowanych materiałami wybuchowymi.

A przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja wydarzeń. Według niej Nicolás Maduro miał w sobotę przemawiać do żołnierzy w rocznicę założenia tamtejszej gwardii narodowej. W pewnym momencie obchody zostały zakłócone przez drony, które miały wlecieć w zamkniętą przestrzeń. Jeden z nich eksplodował w pobliżu platformy prezydenckiej, w wyniku czego rannych zostało siedmiu żołnierzy. Prezydent Maduro przerwał przemówienie i uniknął niebezpieczeństwa.

Niestety realizatorzy oficjalnej transmisji nie uchwycili momentu wybuchu, a ona sama została przerwana.

Według wenezuelskich władz, za próbę zamachu odpowiedzialne jest wenezuelska prawicowa opozycja wspierana przez władze sąsiedniej Kolumbii oraz USA. Ile w tym prawdy, trudno stwierdzić. Ale jest to jednak pierwszy tak głośny zamach, do przeprowadzenia którego wykorzystano drony.

Zdjęcie: Flickr/theglobalpanorama

podobne treści