wtf

Egzorcyzmy via Skype

Wydawać by się mogło, że technologia ma raczej mało wspólnego z egzorcyzmami. Nic bardziej mylnego.

Wielebny Bob Larson z DWJD® Spiritual Freedom Church z Arizony, postanowił zatroszczyć się o dusze zbłąkanych owieczek siedzących przed monitorami. W tym celu zaczął świadczyć dość nietypową usługę posługę jaką są egzorcyzmy. Za pośrednictwem Skype’a.

Zalety takiego rozwiązania są oczywiste – kiedy tylko użytkownik poczuje, że wokół niego zaciska się pętla Złego, może o każdej porze skontaktować się z wielebnym Larsonem, który natychmiast przystąpi do wypędzania czającego się w mrokach duszy demona. Dzięki Internetowi wielebny Larson, który twierdzi, że w ciągu ostatnich czterdziestu lat pomógł już 20 tysiącom osób, nie musi się też ograniczać tylko do owieczek w okolicy – jego egzorcyzmy mają teraz zasięg globalny.

Zanim jednak zbłąkana dusza skontaktuje się z wielebnym, powinna najpierw wykonać Demon Test® (to nie błąd, te nazwy naprawdę zostały zastrzeżone przez Boba Larsona). Chciałem nawet odpowiedzieć na kilka pytań, by dowiedzieć się jaki demon opętał mnie, ale mój zapał osłabł, kiedy zauważyłem, że już za Demon Test® należy zapłacić – bagatela 9,95 dolara. Wnioskuję, że mnie opętał demon skąpstwa, który pokonał moją wrodzoną naiwną ciekawość. Dalej jest już tylko lepiej. Za godzinę egzorcyzmów za pośrednictwem komunikatora internetowego, Larson pobiera „ofiarę na misje” w wysokości 295 dolarów.

Na stronie internetowej wielebnego wierni mogą nabyć też artykuły, które pomogą im zachować swą duszę. Za niecałe 15 dolarów można więc kupić napisaną przez niego książkę Demon proofing prayers, jest też zestaw płyt DVD „Why you need deliverance”, który może być wasz za jedyne 19 dolarów (cena promocyjna). A jeśli ktoś poczułby powołanie, może zapisać się do założonej przez wielebnego International School of Exorcism®, w której przyszli adepci (995 dolarów za poziom wtajemniczenia) studiują dzieła wielebnego Larsona. Jeśli za tym wszystkim stoi jakakolwiek nauka, jest to z pewnością socjologia i socjotechniki manipulacji.

Co gorsza Larson nie jest jedynym przypadkiem „internetowego egzorcysty”. Choć biorąc pod uwagę ceny konkurencji, to chyba jednak „wielebny” z Arizony może pochwalić się największym współczynnikiem szarlatanerii (definiowanej roboczo jako stosunek ceny do ilości bzdur).

Zdjęcie: Cnet


podobne treści