aplikacjebiznesdyskusja

Dyskusja: za ile sprzedawalibyście swoje zdjęcia z Instagrama, gdyby było to możliwe?

Pamiętacie, jakie oburzenie w internetach spowodowała zmiana w regulaminie Instagrama, która miała umożliwić serwisowi sprzedaż zdjęć użytkowników popularnej aplikacji? Wiele wskazuje na to, że nawet gdyby nie wycofano się z chęci jej wprowadzenia, to i tak wiele by to nie zmieniło w kwestii zamożności Instagramowiczów. Przykład Pictoramy najlepiej pokazuje, że ciekawy pomysł i duża baza zdjęć nie gwarantują sukcesu.

Pictorama była hamburskim „startupem”, który za pomocą aplikacji na iPhone’a chciał powalczyć na rynku tzn. „microstock”, czyli amatorskich zdjęć sprzedawanych firmom lub osobom prywatnym. Ten „Instagram za pieniądze” pozwalał zarobić „fotografowi” do 50 procent oszacowanej wartości zdjęcia. Sprzedawane były wyłącznie te, we właściwościach których określona była data wykonania cyfrowego obrazu oraz położenie na mapie.

To na pozór dziwne rozwiązanie miało jasne uzasadnienie – klient szukający konkretnego zdjęcia, takiego na przykład „Placu Zbawiciela zimą„, miał pewność, że nie kupi kota w worku. Gwarantować to miał kilkustopniowy proces zatwierdzania, w którym najpierw trzeba było uzyskać wystarczająco dużą liczbę polubień swojego dzieła wśród użytkowników, a następnie sprostać wspomnianym przeze mnie i sprawdzanym przez ekspertów Pictoramy wymogom. Serwis gwarantował kupcowi, że nabyte przez niego dzieło nie trafi nigdy w ręce innego zainteresowanego. Co więc poszło nie tak?

Na stronie głównej serwisu opublikowano list do użytkowników i klientów, w którym właściciele Pictoramy mówią o „niewystarczających funduszach” do dalszego prowadzenia działalności. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że ich dzieło nie cieszyło się wystarczającym zainteresowaniem wśród kupców szukających „zdjęć po taniości”. Pictorama miała pecha, ponieważ nie pojawiła się na rynku pierwsza – taki chociażby foap wcześniej zaczął oferować znacznie większą liczbę wyselekcjonowanych zdjęć.

O pechu mogą mówić też właściciele smartfonów, których zawartość (gadżetów, nie ludzi) zasiliła Pictoramę. Interes może i padł, lecz cały czas to do niego należą prawa do zdjęć, które mogą zostać odsprzedane innej firmie. Żeby było jeszcze ciekawiej, to Pictorama wstrzymała wypłaty zaległych płatności. Jeśli czekacie na kilkadziesiąt dolarów za swoje zdjęcia – zapomnijcie o nich.

Pytanie do użytkowników Instagrama i innych serwisów umożliwiających magazynowanie zdjęć zrobionych smartfonem: jaki procent zdjęć wrzucanych przez Was nadawałby się do sprzedaży (obiektywnie) i jaka kwota za jedno zdjęcie byłaby zadowalająca?

 


podobne treści